życie

słoneczniki
Miałam zaplanowany na dziś tekst, ale – wybaczcie – nie będzie go. Zablokowałam się.
Niby w tej chwili piszę, ale nie dla Was a do Was. List.

Moi Drodzy!

Żyjcie. Bo możecie. Żyjcie, jak się da. Na miarę własnych potrzeb i możliwości. Dajcie sobie prawo do cieszenia się pierdołami. Płaczcie, gdy łzy cisną Wam się do oczu. Przeżywajcie drobnostki tak mocno, jak tylko Wam się chce. Nie zastanawiajcie się, czy to normalne, czy tak wypada, co ludzie powiedzą. A co Was oni obchodzą?

Gdy macie ochotę z kimś porozmawiać, zagajcie. Gdy macie ochotę spróbować, jak coś smakuje, próbujcie. Gdy się czegoś boicie, oswójcie lub uciekajcie. Jeśli coś planujecie – realizujcie plan. Albo przestańcie planować, bo szkoda nerwów i frustracji.

Mówcie, że kochacie, gdy kochacie. Przytulajcie dzieci, przytulajcie się do mamy i taty, babci czy dziadka. Uśmiechajcie się do sąsiadów. Nie marnujcie czasu na tych, którzy Was wkurwiają. Kreujcie swoje otoczenia tak, żeby było Wam dobrze, w miarę, znośnie, jakoś – a nie nijak lub upiornie.

Bo możecie.

Wczoraj wieczorem wstawałam od mediów nieco uspokojona. Przeczytałam, że oddział chłopców z Berkutu przeszedł na stronę Majdanu, burmistrz Kijowa, kilkunastu deputowanych Partii Regionów, urzędnicy, milicjanci. Miałam cichą nadzieję, że to światełko w tunelu, że coś zmieni się na lepsze. Rano mąż obudził mnie przy włączonym telewizorze. “Zobacz, co się dzieje”. Oni tam, na tym ekranie, dalej się mordowali, strzelali do siebie. Już nikt nie udawał, że nie ma w użyciu broni palnej i ostrej amunicji. Snajperzy zostali wysłani na polowanie.

Aż zdziwiłam się, że życie toczyło się dalej. Że Omena uśmiechnięta opowiadała o pogodzie, a potem była reklama proszku do prania. To takie nienaturalne. Śmierć, śmierć, proszek do prania, śmierć, krew, kłótnia w sejmie o medal, płacz, śmierć, ktoś rozpieprzył się na drzewie, śmierć, strzały, krzyk, tabletki na ból głowy, debile w internecie. Wszystko toczyło się swoim rytmem – walka i życie.


ofiary
Nim przestałam dziś oglądać TV, zobaczyłam zdjęcia zabitych. Uśmiechnięte, zamyślone, zatroskane buzie na tle plenerów, z dziećmi, na wakacjach. Chłopcy młodsi ode mnie, w moim wieku, starsi. Pewien ranny demonstrant przebywający w szpitalu prosił przez telefon córkę, by nie jechała na Majdan. Nie dała się przekonać.

Podpisano porozumienie. Czy to wystarczy? Czy Janukowycz odda stołek? Dotrzyma słowa? Czy wciąż będą ginąć ludzie?


A my, Polacy? Oni nam tam z Majdanu dziękowali. Aleksandra Kovaleva pisała, że nas słyszą, kochają.

Mam nadzieję, że Ukraińcy nie słyszą tych, którzy twierdzą, że na Majdanie zostali dresiarze i bandyci. Że nie docierają do nich głosy, że to ich sprawa i niech się wybijają, albo że należy im się, bo Wołyń. Nie musicie pomagać, wpłacać pieniędzy, zanosić rzeczy do punktów zbiorczych, nie musicie zapalać świeczki w oknie. Inni to zrobią. Wy nic nie musicie. Ale bardzo przykre jest to, że w kraju, w którym bardzo niedawno w ten sam sposób ginęli nasi, słychać takie głosy. Zupełny brak zrozumienia, podstawowej empatii, współczucia, szacunku do tych ludzi, do życia ludzkiego w ogóle. W wielu chłopcach z Berkutu jest więcej serca niż w Polakach, którzy dziś potrafią wciąż myśleć o przeszłości, lub po prostu odwracać głowę. Lepiej zamilknijcie.




elzbieta-haque



Photo credit: bernat… / Foter / CC BY-NC-ND

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.