Woda, mąka i wyżerka

     Cierpię w na totalny niedoczas, ale mimo wszystko rodzinę karmić wypada, bo inaczej rodzina się skarży, że matka rodzinę głodzi. Fast food jest mega praktyczny i według nazwy fast. Dlatego wydał mi się na dziś pomysłem idealnym.

     Rodzinie po głowie chodziła tortilla. Problem polega na tym, że ja mam do takich pomysłów ręce lewe, a kasy na gotowe szkoda, bo zdzierają na nich okropnie. Po latach poszukiwań znalazłam przepis na placki, któremu byłam skłonna zaufać. Po głębokim zastanowieniu i konsultacjach z Virenem (dziękuję bardzo) uznałam, że chyba jestem w stanie wymieszać mąkę z wodą i uzyskać zadowalający efekt.

     Moja pewność siebie onieśmieliła mnie samą. I zmysły mi pomieszała. W przepisie stoi jak wół, żeby wodę do mąki lać po-wo-li. Ta, jasne… Na efekt mojej niefrasobliwości nie trzeba było czekać długo. I jest to ten moment, którego nienawidzę w wyrabianiu ciasta. Nie no, sorry, co to ma być?


ciasto


     Dosypałam więc mąki. Za-du-żo. Dolałam wody od-ro-bi-nę. I jeszcze trochę mąki. Niech mnie ktoś dobije. Ale OK, w końcu się udało. Przestałam mieć ochotę dać sobie tym ciastem po pysku, zostawiłam zgodnie z instrukcją ciasto, by odpoczęło pod mokrą szmatką i potem bawiłam się w wałkowanie placków. Do niedawna nie miałam nawet wałka. Ale w końcu uznałam, że nie można grozić wałkiem, nie mając wałka, no i nabyłam go drogą kupna.


chapati


     Wyszły super. Na tyle mocne, by się nie rwać, na tyle elastyczne, by móc zawinąć w nie co nie co. A zawinąć sobie można, co się komu podoba. I to jest fajne, bo tam można schować rożne rzeczy, ukryć przed dziećmi, żeby najpierw zjadły, potem szukały. Nie wysiliłam się bardzo, bo to miał być fast food. A zatem kapusta pekińska, pomidorek, papryka, mój kochany majonezik z rodzinnych stron i kurrrrrczak.


warzywka


     Kurczaka przyprawiałam korma curry, więc był słodkawy i łagodny. Pyszny. Mniam.


kurczak


     Tak młodzież je. Stękała młodzież a jadła, bo pyszne. Foto pozowane. To wcale nie tak, że kazałam im się dzielić jednym plackiem. Ponadto docenić warto fakt, że dzieci wyraziły zgodę na upublicznienie ich wizerunku (jednorazowo), bo dotychczas deklarowali stanowczą niechęć pokazywania twarzy na FB oraz blogu.


szamanko


     Trzeba przyznać, że efektem byłam zaskoczona. Dziecko numer jeden orzekło, że mamę kocha i dziękuje za tak pyszne jedzonko. Recytowało zachwyty, zarzekało się, że pada z wrażenia jeszcze dwie godziny po kolacji. Znaczy się, działa zasada odwróconej perystaltyki: przez żołądek do serca. Starszy plemienny po tyrce również nie pogardził. Potem tylko stękał i sapał, że mnie nie lubi, bo za dobre żarcie zrobiłam i ciasno w talii. Zamówienie jest na jutro, by powtórka z rozrywki była. Tak oto, moi drodzy, można rodzinie zrobić dobrze tanio i szybko.




elzbieta-haque

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.