Trzy filmy wywołujące wstrząs mózgu

     Lubię oglądać (czasem) durne komedie z fabułą według schematu, lubię sensacje i thrillery wbijające w fotel. Ale najbardziej lubię filmy, które powodują falowanie bruzd na mózgu i nagłe poruszenie szarych komórek. Jeśli też lubisz ten stan, koniecznie obejrzyj:

~ “Strasznie głośno, niesamowicie blisko”
~ “Musimy porozmawiać o Kevinie”
~ “Nieodwracalne”


Strasznie głośno niesamowicie blisko     “Strasznie głośno, niesamowicie blisko” to opowieść o chłopcu, którego ojciec zginął w WTC podczas zamachu. Oscar wrócił do domu ze szkoły i usłyszał, jak tata nagrywa się na automatyczną sekretarkę. Nie miał jednak odwagi odebrać telefonu, odpowiedzieć na rozpaczliwe wołanie ojca. Oscara i jego ojca łączyła szczególna więź, obydwaj byli miłośnikami przygód i wyzwań. Po śmierci taty chłopiec podejmuje to ostatnie pozostawione przez ojca wyzwanie. Chłopiec znalazł klucz i dołączone do niego nazwisko Black. Od tej chwili nie spocznie, dopóki nie odnajdzie właściciela klucza i zamka, który ten klucz otwiera. W poszukiwaniach towarzyszył mu będzie niemy, starszy mężczyzna, lokator babci.

     Historia pełna jest emocji, ludzkich losów i historii, które grają na różnych nutach. Dla mnie niesamowite są relacje Oscara z jego ojcem. Być może dlatego tak mnie to rusza, bo jestem rodzicem. Fantastyczny pomysł na wychowanie, jaki został wymyślony dla Thomasa Schella, ma się ochotę zaadaptować dla własnej rodziny. Ale to trochę utopia dla bogatych bezrobotnych. Nie zmienia to faktu, że samo założenie genialne samo w sobie. Thomas bowiem wychowuje swojego syna Oscara na człowieka ciekawego świata, wytrwałego, dążącego do celu, niezważającego na trudności i kłody rzucane pod nogi. Co jest jego wielkim atutem? To, że nigdy nie mówił do syna jak do dziecka. Wychowywanie w wykonaniu Thomasa to wielka, niekończąca się przygoda. No właśnie. Przygoda jednak dobiegła końca. Oscar musi zapoczątkować nową, swoją własną. Mówi: “Myślałem, że nie będę mógł bez niego żyć. Ale już wiem, że mogę”.

     W roli Oscara fantastyczny Thomas Horn, wtedy trzynastolatek, który został uzbrojony w niesamowicie poruszające kwestie. Hanks, Bullock, von Sydow to tło, choć zacne, to jednak tylko tło dla popisów Horna. Ciekawa jestem, czy to tylko wypadek przy pracy, czy początek fajnej kariery.


     “Musimy porozmawiać o Kevinie” – porozmawiajmy więc. Bo cały problem polega na tym, że w toku filmu tego zabrakło. Film przedstawia dramat matki w obliczu zachowania syna oraz braku partnera w mężu. Kevin już jako kilkulatek dawał ostro do pieca. Jego matka wykazywała i tak złotą cierpliwość. Choć z drugiej strony trochę nie miała wyjścia, skoro dzieciak w oczach jego ojca to do rany przyłóż słodziak. Gdyby matka przestała hamować gotujące się w niej emocje, zostałaby uznana za histeryczkę, albo zwyrodniałą rodzicielkę o dziwacznych wymaganiach względem syna. Względem syna, który był dla niej złośliwym potworem. Jeśli ktoś uważa, że jego dziecko sprawdza, gdzie są granice wytrzymałości i cierpliwości rodziców, to niech sobie koniecznie zobaczy, jak testuje to Kevin.

Musimy porozmawiać o Kevinie
     Z biegiem lat, bo w kolejnych odsłonach fabuły Kevin jest już nastolatkiem, jego zachowanie staje się coraz bardziej wyrachowane, złośliwości coraz bardziej wysublimowane, a zapędy coraz bardziej niebezpieczne. Matka już dawno jest w pułapce, do której została wepchnięta lata wcześniej. Teraz próbuje budować na nowo relacje z synem. To, jak on gra na jej emocjach, jak bawi się nią i szydzi z jej starań, boli widza prawie tak samo jak kobietę na ekranie. Gdy to oglądałam, puszczałam dym uszami.

     W roli matki genialna Tilda Swinton, której role wszelakie uwielbiam. Tutaj bez trudu wzbudza współczucie i pewne zdziwienie widza. Bo jakim cudem ona jeszcze nie dostała pierdolca i czemu jeszcze nie gryzie ścian w wariatkowie? Ale wiadomo, Tilda jest tylko jedna. Natomiast to co zrobił Ezra Miller, występujący w roli starszego Kevina… Uuuuu… Majstersztyk. Przyjacielski i ciepły w stosunku do ojca, sekundę później obdarza matkę demonicznym spojrzeniem okraszonym złośliwym uśmiechem. Doskonała, subtelna gra. I to ona właśnie powoduje wrzenie krwi widza.

     Mimo wcześniejszych upiornych zapędów Kevina, punkt kulminacyjny filmu i tak mnie zaskoczył, rozwalił, przygwoździł. Kevin wychodzi do nas niczym gwiazda, ale ostatecznie pada na kolana. Kolejnym niesamowitym momentem jest dla mnie rozmowa matki z Kevinem kończącym 18 lat. Tam mogło wydarzyć się wszystko. Można spodziewać się niezliczonej liczby możliwych scenariuszy przebiegu tej rozmowy. Ale scenariusz jest tylko jeden.


     “Nieodwracalne” to film brutalny, biorący na buty, zaciskający pięści. Tak. Na początku wstrzymujesz oddech, otwierasz szeroko oczy i tak ci zostaje do końca filmu. Czy raczej do początku, bo bieg fabuły jest nieco wykręcony. Rozsypane puzzle na końcu układają się w całość. A całość jest trudna do zniesienia.

nieodwracalne
     Tak szybko przelecę po fabule, żeby nie było, że nie oglądałam. Alex i Marcus są parą. Wpada do nich Pierre, były Alex (bo to laska jest). Robi się dość dziwnie. Jadą razem na domówkę. Tam też jest… jak w życiu. Ale ten wątek to akurat jaśniejsza strona filmu. I tyle jeśli chodzi o fabułę. W centrum wydarzeń jest gwałt na Alex, który ma miejsce w podziemnym przejściu.

     Film tak naprawdę nie jest dla wszystkich. Nie wszyscy go zniosą, nie wszyscy dadzą radę, nie wszyscy obejrzą go z otwartymi oczami i do końca. Jest obrzydliwy, wstrętny, ohydny, odpychający, dramatyczny, brutalny. I nie tylko przez wzgląd na scenę gwałtu. Wstrząs gwarantowany. Ale jeśli nie chcesz zaliczyć filmu, o którym nie zapomnisz już nigdy, to lepiej wybierz coś innego.

     W roli Alex właścicielka niebywale pięknych kształtów – Monica Bellucci. Jako jej partner jeden z moich ulubionych aktorów, mąż Moniczki – Vincent Cassel. Szczerze mówiąc nie wiem, jak się żyje po takich rolach. Pewnie chwilę im zajął powrót do normalności.


     Gdybym obejrzała te trzy filmy jeden pod drugim, pewnie pisałabym do Was z pokoju o miękkich ścianach. Na szczęście nie przyszło mi to do głowy i oglądałam je w sporym rozrzucie.

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.