Słowo na niedzielę 9-03

niedziela
Drodzy!

     Przyszło mi do głowy, żeby zapoczątkować świecką, niedzielną tradycję. Mam nadzieję, że owa tradycja pozwoli mi nieco bardziej się zorganizować, jakąś systematyczność wprowadzić w swoje chaotyczne życie. Niedzielny wpis umożliwi podsumowanie tygodnia, zaplanowanie następnego, a przy okazji pomarudzę Wam na pogodę.

     Bo pogoda robi się coraz piękniejsza. Co oznacza, że jest wiosna. A skoro wiosna, to cudownie. Cudownie padam na ryj. Jestem wykończona, nic mi się nie chce, nic mi nie wychodzi, a mój PMS ma turbodoładowanie. Ale to nic, najwyżej ktoś zginie. Wiosno trwaj!

     I niech świeci słońce. Bo najbardziej lubię słoneczne zdjęcia, których przyjdzie mi robić więcej. Może się w końcu czegoś nauczę. Powinnam, bo młodsze z moich dzieci zażyczyło sobie mieć fotoblog. Natomiast gotować nie muszę się uczyć, bo starsze z moich dzieci zażyczyło sobie mieć blog kulinarny, więc mogę się nim wyręczać. Na Dzień Kobiet dostałam śniadanie do łóżka dziecięcymi rączkami zrobione, a innymi dziecięcymi rączkami przyniesione. Więcej na ten temat blogów w tekście Nagle zostałam matką w internecie.

     We wtorek, na fali oscarowych emocji, pisałam o największym – w mojej opinii – przegranym tego i poprzednich rozdań statuetek. Warto zapoznać się z filmami, w których zagrał Leoś DiCaprio, bo o nim właśnie mowa. Warto, bo to w znakomitej większości świetne kino. A poczytać o tym kinie możecie od razu, jeśli jeszcze tego nie uczyniliście –> Oscar dla największego przegranego.

     Ostatnio zaś kwękałam na temat wesołych pogrzebów. Tak się czuję, jakbym się miała za chwilę położyć do grobu, więc temat sam się nasunął, choć wesoło to mi nie jest. Wprawdzie wolałabym zostać spalona, ale to tylko kwestia semantyki.

     Jeśli macie jakieś sprawdzone techniki radzenia sobie z przesileniem wiosennym, to chętnie je poznam. W przeciwnym razie będziecie się nudzić przez najbliższy tydzień, gdyż nie wykrzeszę z siebie ani jednego tekstu. A chciałabym. Chciałabym Wam pokazać, co robię, gdy mam niemoc twórczą. Nie, to nie będzie pornografia. Mam ochotę na temat muzyczny oraz zmieszanie z błotem pewnej reklamy, bo dawno żadnej nie mieszałam. W planach mam również uruchomienie dyktafonu. Niech się w końcu na coś przyda. Innymi słowy praca nad książką wre.

Do przeczytania – jeśli nie skonam.
Ciumaski!




elzbieta-haque




Photo credit: Jeff S. PhotoArt / Foter / CC BY-NC-ND

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.