Sex

sylwetki

Bo przecież każdy lubi seks, prawda?

     Ponad rok temu napisałam tekst, który prawie nie jest o seksie. Bo gwałt to nie seks. Ale to właśnie seks był punktem wyjścia dla tego niewygodnego tekstu: Dla mężczyzny gwałt to nie problem, bo każdy lubi seks. Docierał do mnie feedback od panów, że wprawdzie rozumieli powagę sytuacji, ale nie byli w stanie sobie tego zwizualizować, bo rzeczywiście… cóż to wielkiego, jakiś niechciany seks… A tekst im pomógł ogarnąć. Oczywiście nasłuchałam się też i przykrych opinii. Tekst cały czas jest wśród najchętniej czytanych. Ostatnio znów mi się za niego oberwało, bo wszystkich mężczyzn nazywam gwałcicielami (uhummmm), jestem niesprawiedliwa, uogólniam (zawsze) i w ogóle to co napisałam, jest obrzydliwe, straszne, złe (tak jak i gwałt).

     Wczoraj natomiast dostałam wiadomość z podziękowaniami za ten tekst. Dowiedziałam się, że był potrzebny, że jest ważny i że powinnam pisać takich więcej. Napisała do mnie dziewczyna, ofiara molestowania i gwałtu, która przez lata zmagała się cierpieniem, bezsilnością, upokorzeniem i lekceważeniem problemu. A jej piekło trwa nadal.

     Jeśli nawet tylko dla niej jednej ten tekst jest ważny, warto było go napisać i dostać za niego po głowie. Przypominam go i podtykam pod nos tym, którzy go nie czytali. Niech idzie w świat i dalej sieje zgorszenie, niesmak i złość.

—-

     W tym miejscu miało być zwyczajne, lekkie, miłe i przyjemne podsumowanie ostatnich dwóch tygodni na blogu, jednak ta wczorajsza wiadomość tak mnie poruszyła, że musiałam zacząć od niej. W ogóle z różnych docierających do mnie opinii wynika, że wciąż za mało piszę tekstów denerwujących, poruszających trudne tematy, więc chyba wypadałoby to zmienić. Hmmm?

     OK, wracając do podsumowania… Jeszcze w grudniu popuściłam na temat celów, sukcesów, podbijania świata i ekspertów od motywacji. Możecie spodziewać się tekstu nawiązującego do tego tematu. Będę mieć kilka porad dla umysłów nietuzinkowych, wyjątkowych, zupełnie nieszablonowych, które mogą mieć problem ze zwykłym dążeniem do wyznaczonego celu.

     Wpisem o nagości w domu zdołałam parę osób zdenerwować. Siebie też. Zaczęłam zamykać się w kiblu, krzyczeć na nagie dzieci, a nagość członków rodziny zaczęła mi się kojarzyć z seksem. Mam traumę. Wyprowadzam się do Eskimosów. Tam, mam nadzieję, nagości brak.

     Z mnóstwem wątpliwości na ramieniu postanowiłam wypowiedzieć się na temat zamachu na Charlie Hebdo, choć wciąż nie wiem, czy jest o czym w ogóle dyskutować.

     Zachęcam do wypróbowania przepisów na domowe ciasteczka – ciastka korzenne i migdałowe oraz kokosanki (tekst w moim stylu, czyli zupełnie od czapy, zaktualizowany o bardzo ważny P.S.). Jako wisienka na torcie relacja z mojego ostatniego dnia w życiu, w 2014 roku.

     W najbliższym czasie (chyba) zrobię małe przemeblowanie na blogu, żeby posprzątać i trochę zmienić środek ciężkości. Czeka na Was kilka recenzji i… nie pamiętam, co jeszcze.

     Tymczasem zostawię Was z lekturą. Przeczytajcie, co wydarzyło się w życiu tej smutnej dziewczyny, która napisała wczoraj do mnie. Zły dotyk, który boli.



Elżbieta Haque



Photo credit: photolupi / Foter / CC BY-NC-SA

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.