Rok starsza – idealnie nieidealna

urodziny
Jestem rok starsza i z tej okazji mam wam do powiedzenia tyle co nic. Ale to mi nie przeszkodzi w napisaniu egzaltowanego tekstu, najwyżej będzie o niczym.

Jestem rok starsza. To fakt. Ale przecież rok starsza niż rok temu, a nie rok starsza niż wczoraj. Dlatego pewnie próżno czekałam tej nocy na jakieś nagłe objawy tego, że mnie czas posuwa, tudzież nadgryza swym zębem mądrości.
wiek
Kilka dni temu wypełniałam ankietę dla koleżanki koleżanki. Przyszło mi zaznaczyć w niej przedział wiekowy. Chyba dawno nie wypełniałam ankiet, bo w pierwszym odruchu chciałam zaznaczyć punkt wyżej. Mimo, że trzydziestka stuknęła mi dwa lata temu. Wtedy z obawą oczekiwałam jakiegoś kryzysu wieku średniego, nagłej depresji, ataku paniki, że oto zestarzałam się aż tak bardzo, że mi trójka wyrosła z przodu. Nic takiego się nie stało. Czekałam więc na tę tragedię rok później, bo może taki spóźniony mam zapłon. Ale nie.

Dziś też nic szczególnego się nie wydarzyło. Może nawet szkoda. Miałabym złamaną duszę, a wtedy, jak wiadomo, powstają prawdziwe dzieła. Ale dupa. Nie ma depresji. Dzieła nie będzie. Nie zmienia to faktu, że nie ogarniam tej trzydziestki. Nim nastała, nie miałam problemu z określeniem swojego wieku. Ktoś pytał, odpowiadałam. Teraz muszę liczyć. Dramat. A gdy nie liczę, wydaje mi się, że mam 28 lat. Rozwojowo natomiast zatrzymałam się dużo wcześniej. Ale mnie to jakoś szczególnie nie zajmuje. Nie spędzam dni na rozmyślaniach, co powinnam w sobie zmienić, jaka powinnam być w związku z tym, że oto przeżyłam 1/3 swojego życia.

Samodoskonalenie, które jest tak popularne ostatnimi czasy, że aż po nocach się śni, ograniczam do depilacji brwi i malowania paznokci w nagłej potrzebie. Wiecie, że nie istnieje prawda niedoskonała? Gdyby była niedoskonała, nie byłaby prawdą a prawdopodobieństwem. Jestem sobą, a nie japodobieństwem. Nie jestem prawie Elą. Jestem Elą po całości. A zatem jestem doskonała. Doskonałe jest to, co dokończone i pełne. Oto ja, doskonała ja.

Nie byłabym sobą, gdybym nie była taka, jaka jestem, gdybym nie miała swoich wad. Jestem niecierpliwa. Mam słomiany zapał. I słabą silną wolę. Jestem niekonsekwentna. Emocjonalnie rozchwiana. Drę mordę. Klnę jak szewc. Jestem złośliwa. Bywam niemiła. Działam irracjonalnie. Jestem niezorganizowana. Chaotyczna. Ale podobno też urocza, błyskotliwa i zabawna. Doskonała. Nie samodoskonalę się w obawie, że stanę się Anią, Basią, Moniką, albo – nie daj buk – drzewem, chmurką lub bananem.




elzbieta-haque



Photo credit: Pink Sherbet Photography / Foter.com / CC BY

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.