Polki, smutno mi…

IMG_3040

Baby, co z wami? Kobiety na całym świecie ślą słowa i gesty wsparcia. One zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest prawo do legalnej aborcji, dostęp do rzetelnej, sumiennej (to nie ta od sumienia) opieki lekarskiej. One to widzą. A Polki mają to w dupie. Wstyd! I cóż tu się dziwić żonie pana Andrzeja, że milczy, skoro milczą niemal wszystkie polskie kobiety… 7 tysięcy osób – nie kobiet. 7 tysięcy kobiet, mężczyzn, dzieci i psów wyszło w sobotę z domów i przyszło pod sejm (dane z łaskawych szacunków, mniej łaskawe mówią o 3 tysiącach). W skali kraju było to kilkanaście tysięcy osób. Gdzie była reszta? Co robiła reszta w tym czasie? Nie powinno mnie to obchodzić, prawda?

Co jest w stanie sprawić, żeby kobiety ruszyły dupy, żeby oderwały się od swoich garów, dzieci, mężów, karier i w obronie swoich praw wyszły na pieprzoną godzinę przewietrzyć mózgi w towarzystwie innych kobiet? Na Polkach nie robi wrażenia, że ktoś zagląda im między nogi i traktuje jak maszynkę do rozrodu, inkubator bez prawa do decydowania o własnym życiu. Co więc zrobi na polskich kobietach wrażenie? Odebranie praw wyborczych? Pewnie nie, bo kobiety i tak uważają, że na polityce znają się słabo, więc po co im możliwość głosowania? Nakaz noszenia jednakowych fryzur? Pewnie protestowałyby tylko blogerki modowe. Wprowadzenie przymusowego wycinania łechtaczek dziewczynkom lub prawo pierwszej nocy?

Polskie kobiety dają sobie w kasze dmuchać. I smuci mnie to ogromnie. Kato-prawicowe prawnicze środowisko kręci się wokół zaostrzenia ustawy ANTYaborcyjnej, klaszcze mu episkopat, partia rządząca, która przepycha bez przeszkód dowolne ustawy oraz prawicowe środowiska. Wystartowała zbiórka podpisów pod projektem ustawy penalizującym temat aborcji a nawet utratę ciąży. 100 tysięcy podpisów zbiorą bez problemu pod kościołami. A co robią polskie kobiety? Wygląda na to, że śpią spokojnie.

To dość ciekawe zjawisko. Już obecna ustawa jest ANTY aborcyjna, ale z sondaży wynika, że większości Polaków się ona podoba. Podoba się, pomimo iż powoduje, że Polki muszą płacić grube pieniądze polskim lekarzom skrobiącym prywatnie, muszą zwiedzać sąsiednie kraje i tamtejsze kliniki aborcyjne, muszą przez internet kupować podejrzane prochy, przez które często lądują w szpitalach, muszą kombinować sposobami chałupniczymi, narażając swoje zdrowie i życie na szwank. Obecnie obowiązująca ustawa ANTYaborcyjna sprawia, że grupą szczególnie narażoną na negatywne jej skutki są kobiety ubogie, niewyedukowane, odizolowane od otoczenia, które nie wiedzą jak, lub nie są w stanie sobie poradzić. I kiedy tę ANTYaborcyjną ustawę chcą nam jeszcze zaostrzyć – co robią polskie kobiety? Śpią spokojnie.

Obecnie obowiązująca ustawa ANTYaborcyjna cynicznie nazywa się kompromisem. Dlaczego? Z jakich własnych interesów musiała zrezygnować radykalna strona negocjująca ów kompromis? Bo kobiety to wiem – musiały zrezygnować z części swoich praw. Co więcej, nie rozumiem, dlaczego ten układ nazywany jest kompromisem z DUMĄ, skoro kompromis powodem do dumy nie jest. Dumą mogłaby napawać kooperacja, która zmniejszyłaby ilość niechcianych ciąż i ilość dokonywanych aborcji. Ten tzw. kompromis zmniejszył tylko liczbę legalnie i oficjalnie dokonywanych aborcji. Ta liczba ma się jeszcze zmniejszyć, wzrosnąć ma liczba nielegalnych aborcji, zgonów okołoporodowych, niechcianych dzieci, dzieci maltretowanych, żyjących w biedzie, zabitych. Co w obliczu tego zagrożenia robią polskie kobiety? Śpią spokojnie.

Dla mnie to niepojęte, szokujące i w pewnym sensie fascynujące. Garstka kobiet wyszła na ulicę, kilka wyszło z kościoła podczas mszy, kilka wystąpiła z kościoła w ogóle, zrywając zawarty z nim wcześniej kompromis. Chwała im za to. Garstka z tej garstki żre się teraz o to, czy forma demonstracji była ok, czy śpiewanie o waginie było ok i czy ok jest uśmiechanie się i tańczenie podczas manifestacji. Spierają się jeszcze co do tego, kto powinien, a kto nie powinien walczyć o prawa kobiet. W czasie gdy baby się spierają, nadpremier układa się z kościołem, negocjuje kompromis, czy wsadzać kobiety za aborcję czy nie, czy pozwalać im ratować życie w razie zagrożenia, czy nie. Szczyt absurdu! Niesamowite. Nie jestem w stanie tego tak spontanicznie zrozumieć. A niby powinnam, bo też jestem kobietą. Widać mam za słabo zorany mózg, by w obliczu tak skandalicznego łamania praw człowieka (tak, już debatę na ten temat uważam za łamanie praw człowieka) iść na wojenkę o techniczne szczegóły manifestowania.

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.