Pogrzeb na wesoło

pogrzeb na wesoło
     Ja to bym chciała, żeby na moim pogrzebie wszyscy tańczyli… Marzy mi się, żeby na moim pogrzebie leciała wesoła muzyka… I żeby wszyscy się śmiali. I żeby było kolorowo…

     Z tym ostatnim postulatem jestem w stanie się zgodzić. Ale reszta? Tja, jasne…

     Kolorowe kwiaty i ubrania – w porządku, nie ma co pogłębiać rozpaczy. Ale wymaganie, żeby jej w ogóle nie było, a w jej miejsce zagościła szampańska zabawa, to dziecinada i egoizm. Albo strach. Że nikt nie zapłacze.

     Miałam takie fantastyczne pomysły, gdy byłam gówniarą z sianem we łbie i obsesją śmierci. Układałam scenariusze, jak mój pogrzeb będzie wyglądał, zastanawiałam się, kto się pofatyguje i jak kto zareaguje. Wtedy zabawa na pogrzebie wydawała mi się świetnym pomysłem. Jakiś zespół rockowy live, jakiś dansing.

     Zostawianie woli, by żałobnicy nie ronili łez, z gruntu wiąże się z tym, że oni życzenia nie spełnią. Zostawianie takiej woli to zwykłe chamstwo. Nie dość, że raczej niemiłym doświadczeniem jest żegnanie na zawsze kogoś bliskiego, to jeszcze trzeba żegnać tego kogoś z poczuciem winy, że się nie spełniło jego życzenia.

     Pożegnanie takie zawsze rozgrywa się z perspektywy żyjących. Nie bez przyczyny ryczymy nad trumną. To trochę jak machanie komuś na peronie ze świadomością, że jedzie w pizdu i że tam nie mają netu. No i weź, drzyj się teraz z okna pociągu, żeby nie ryczeli, bo to wcale nic przykrego, że odjeżdżasz na zawsze. Cieszcie się! Uhummmm… Jakoś dziwnym trafem nawet wierzący w życie po życiu wierzący ryczą, wyprawiając bliskiego na spotkanie ze stwórcą. A mają podstawy do radości.

     Za życia rób sobie imprezy według własnego scenariusza, radosne, nawet bardzo. Wesela, urodzinki, rocznice i inne takie. Pogrzeb jest dla tych, co zostają, więc pozwól im nie godzić się ze stratą, odczuwać żal i smutek. Nie ma co się wydurniać zza grobu.

     No kurcze, pogódź się z tym. Jakoś to chyba przeżyjesz… (och, wait!), gryząc ziemię.




elzbieta-haque




Photo credit: Sprengben [why not get a friend] / Foter / CC BY-NC-SA

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.