Po wyborach – jedziemy jednym autobusem

rzad

Już wiemy, kto będzie naszym nowym prezydentem. Co czwarty Polak zdecydował się zagłosować na Andrzeja Dudę. Każdy z was, kto oddał na niego głos, zrobił to w trosce o nasz kraj. Różnią was tylko fantazje na temat tego, jak jego prezydentura ma nam pomóc. Chodzą słuchy, że zmiana na stanowisku prezydenta RP to żadna zmiana, bo kompetencje prezydenta są bardzo wąskie a Duda od Komorowskiego różni się niewiele. I tak, i nie. Sam Duda nie rozmontuje nam kraju i nie doprowadzi go do ruiny. Ale, moi drodzy…

Przygotujmy się na ostre turbulencje.

Wszyscy jedziemy jednym autobusem. Za kółkiem siedzi kierowca a obok niego pilot. Nie lubią się. Pilot każe kierowcy skręcić w chaszcze i zaciera rączki z radości na samą myśl, że ten autobus wypieprzy się w krzaczory. Z cynicznym spokojem czeka i patrzy, jak kierowca z tego wybrnie. A kierowca, jak tylko wyjdzie na prostą, skręci trzy razy w miejskich uliczkach, żeby się pilot zgubił. Teraz on będzie oczekiwał z nadzieją, że pilot się pogubi i popłacze. Za chwilę wjedzie w kocie łby, żeby pilotowi mapa wypadła z rąk. Pilot w odwecie będzie krzyczał “Patrz, zdechła mewa!”

Oni nie przejmują się tym, że nami trzęsie, że na zakrętach obijamy się o szyby i siebie wzajemnie, że przy ostrym hamowaniu padamy z impetem. Autobus rusza gwałtownie, nim zdążymy stanąć pewnie na nogach i dobrze się chwycić. Toczymy się po podłodze niczym rozsypane kartofle. Bo tu nie chodzi o nas. Nie jest ważne, czy dojedziemy do celu, w jakim stanie, kto na którym przystanku wysiądzie i czy wysiądzie na czas.

To wyścig o laur. Bitwa o to, kto będzie mógł poprowadzić ten autobus – w drodze powrotnej. Bo frajdą jest siedzenie za kółkiem, nie zaś wożenie ludzi zgodnie z ich potrzebami i rozkładem jazdy. Nie jest to jazda naprzód, ku rozwojowi, tylko wałkowanie w kółko tej samej trasy, choć ani ona ładna, ani sensowna.

Nie miejcie złudzeń.

Kiedy pani premier mówi, że nie czas teraz zajmować się związkami partnerskimi, bo nie powinny być przed wyborami kartą przetargową, wcale nie mówi tego w trosce o obywateli i rzetelność pracy nad ustawą. To wabik na następną kadencję – wybierzecie nas, to wam załatwimy. I ciul, że projekt razem z innymi kolegami projektami w zamrażarce marznie pół kadencji tego rządu. To że prezydent erekt staje w rozkroku i mówi, że kocha nas wszystkich, oznacza tylko tyle, że… będzie nas kochał tak bardzo, aż nas w końcu dupa zaboli. Nie dajcie się zwieść głośnym tematom. Teraz to, co najważniejsze, będzie dziać się po cichutku. Warto śledzić obrady sejmu i dobrze opłacać informatorów. PiS będzie teraz bardziej dla wszystkich niż tylko dla “Prawdziwych Polaków”, PO będzie utykać na lewą nogę, żeby się na tę stronę przechylić, niby tak troszkę przypadkiem, tak troszkę na chwilę.

Szkoda tylko, że te tańce nie wytańczą nam nic dobrego. Śmiech na arenie międzynarodowej, pikujący PLN, przepychanie ustaw, podkładanie świń, roszady na stołkach to tylko godowe podrygi. Zauważcie, że w rozmowach tam na górze królują dywagacje, kto wygra, kto będzie na jakim stołku, kto wypadnie z polityki, kto jakie szeregi zasili, kto się pojawi, wykwitnie, wypłynie, kogo trzeba utopić, kto się schował, kto wyszedł. Oni są podmiotem tej zabawy, gwiazdami na ciemnym polskim niebie. My jesteśmy im potrzebni tylko do głosowania. Wabieni hipnotyzującymi konwulsjami pasiastych odwłoków, ziarnami rzucanymi w parku, wizją dziewic w raju mamy wybrać tych, którzy poprowadzą nasz autobus. Bo frajdą jest siedzenie za kółkiem.

Fanom ostrej jazdy osobiście polecam samochody osobowe. Albo gocarty jakieś. Prowadzenie autobusu to misja. Trzeba to robić rozważnie i ostrożnie, nie dla poklasku i kolejnego sezonu za kółkiem.

Nie jestem zwolenniczką żadnej z opcji. Nie daję się zwabić na frykcyjne ruchy panów polityków i wyskakujące piersi pań polityczek. Składam cegiełki do kupy i popatrzę na efekt końcowy. Wiem, że na ostatnim odcinku tej kadencji sejmu będzie zajebiście wyboiście i nikt nie będzie przejmował się naszymi obitymi tyłkami i powybijanymi zębami. Za protezy też zapłacimy sami.

Wam, moi drodzy, polecam serdecznie skorzystanie ze swojego biernego prawa wyborczego. W obecnej gnojówce nie znajdziecie pereł ni diamentów. Angażujcie się, twórzcie, kandydujcie. Któż inny, jeśli nie wy, rozważy jazdę na tańszym paliwie, mniejszym pojazdem, za to z ABS-em, pasami bezpieczeństwa i poduszkami powietrznymi?

Aha, jeszcze jedno, bo byłabym zapomniała.

Zrozum to wreszcie. Jesteś tylko zabawką w łapach dużych, śmierdzących pawiem, obsranych dzieci napierdalających się łopatkami w NASZEJ piaskownicy. Albo ją odzyskamy, albo będą się nami bawić dalej.



Elżbieta Haque

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.