Moja stara kanapa i zdechła komoda – DIY

     Kiedy nie potrafię skupić się na pisaniu i naprawdę mi nie idzie, a jednocześnie nie ma nadziei, że zacznie, przerzucam się na rękodzieło. Ale nim się przerzucę, muszę mieć absolutną pewność, że nie dam rady skupić się na robocie. Stety niestety rękodłubanie mnie wciąga i potem trudno mi przestać. Jednocześnie rękoczyny niesamowicie mnie odprężają, pozwalają oczyścić umysł.

     Ten sam efekt dają zmiany w otoczeniu. Tu coś przestawię, tam coś wystawię, ówdzie coś wyrzucę. Jedynym minusem tego wszystkiego jest fakt, że czasem od tych manewrów bolą plecy. Nie zawsze mnie. Tak też było w przypadku kanapy. Plecy bolały małżona, bo zachciało mi się wywalić z domu pół kanapy. Ni mniej ni więcej – wagowo to połowa.

szafka-przed     Ale zacznijmy od komódki. Była sobie taka jedna badziewna, odziedziczona przez dzieciaki po wujku. Okleina była odlazła, fronty szuflad urządziły sobie jesienną migrację, znaczy opadały niczym zeschłe liście. Trzeba było je gwoździami potraktować. Dzieci nie mogły sobie podarować przyklejenia paru naklejek. Choć i tak komoda na ilość naklejek przegrywa z innymi meblami z tego kompletu. Jak widać obok, reprezentatywna to ona nie była, dlatego twarz jej wiecznie spowijała woalka, bo szkoda mi było wyrzucić. I tak sobie stała. Aż do pewnej nocy, kiedy czułam niemoc, a wyrzuty sumienia nie pozwoliły mi położyć się spać.

     W szafie czekało całe stado starych jeansów. Czekały na pomysł, co z nimi zrobić. Pomysłów było wiele. Brakowało impulsu. Impuls przyszedł, nie było więc sensu czekać dłużej.

szafka-akcesoria
szafka-klej
szafka-uchwyty

     Vicol, szmaty, pałeczka do chińszczyzny i w końcu uchwyty, bo pierwotne pasowałyby jak pięść do nosa.

     W kwestii zaś bólu pleców… Zachowałam się jak nie-blogerka. Nie zrobiłam zdjęcia swojej zdezelowanej kanapy, gdy jeszcze tu stała. Znaczy… zrobiłam, kiedyś. Zdjęcia gdzieś są, ale oczywiście jak trzeba, to nie potrafię ich znaleźć. Rzutem na taśmę zrobiłam foto rozpierduchy. Na pożegnanie. Pa pa połowo mojej kanapy. Do niezobaczenia. Konkretnie pozbyłam się siedziska. Kanapa składała się ze skrzyni, wysuwanego siedziska i oparcia, które – razem z siedziskiem – po obaleniu na skrzynię tworzyło lotnisko do spania. No i z poduszek. A zatem po pozbyciu się zdezelowanego siedziska (miało prawo, to już tyle lat…) na skrzyni położyliśmy oparcie, poduszki je zastąpiły no i jest. Od bardzo dawna chciałam spróbować takiej wersji. Drugie życie kanapy.

kanapa


     No i tak sobie teraz razem stoją i cieszą me oko.

kanapa-szafka
szafka1

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.