Mój Drogi CzytelnikÓ

IMG_2192
     ”CzytelnikÓ” brzmi lepiej niż “Czytelniku!”, a na pewno bardziej dosadnie. A chciałam, żeby było dosadnie, bo dosadnie chcę Wam powiedzieć, gdzie Was wszystkich mam.

     Możecie się rozluźnić. Tam, gdzie Was mam, jest wprawdzie ciemno jak w dupie, ale to tylko dlatego, że serce mam czarne i duszę. No w sercu Was mam, żeby nie było niedomówień.

     Pytacie mnie czasem (ba! nawet mama mnie pytała), jak znoszę krytykę, czy mnie bolą hejterzy (mama o hejterów nie pytała, bo ona nie zna takich dziwnych słów) i jak to właściwie jest z tym moim pisaniem.

     Piszę dla siebie, ale do Was. Piszę, bo mi to sprawia przyjemność. Na to nie potrzebuję żadnych dowodów, no bo po prostu czuję, że mi przyjemnie, gdy piszę i gdy już napiszę. Ale gdybym nie pisała do Was, to pisałabym sobie w notesiku i ten notesik bym kitrała do szafeczki, a tę szafeczkę bym na kluczyk zakluczała. I byłabym głupia, bo miałabym tylko pół tej przyjemności, którą mam dziś.

     A mam całą przyjemność, bo oprócz tego, że piszę, w związku z czym mi przyjemnie, to jeszcze mnie czytacie i to jest przyjemne jak diabli.

     Wiem, że niektórym moim znajomym czy czytelnikom może wydawać się, że skoro piszę od lat, a nawet zawodowo, to po pierwsze robię to niemal tak bezwiednie jak siku w pieluchę, a po drugie jestem strasznie pewna tego, co i jak piszę. Na szczęście tak nie jest. Wolę wydalać świadomie. Gdybym to robiła bezwiednie, pewnie byłby z tego niezły “Ulisses”. I wcale nie jest tak, że napiszę, opublikuję i siedzę dumna i blada, że oto wydałam na świat kolejne arcydzieło. Wprawdzie z tym jest zdecydowanie lepiej niż jeszcze niedawno, ale wciąż nie siedzę na tronie i nie spoglądam na mróweczki z pogardliwą nonszalancją. A jeszcze niedawno palec mi drżał nad guzikiem “opublikuj”. Był on trochę jak ten czerwony przycisk powodujący odpalenie rakiet atomowych. Czegoś się bałam. Nie wiem czego. Bo pewnie był to bardziej lęk niż strach. Teraz już mi palec nie drży, serce trochę. Ale wciąż nie jest tak, że publikuję i mam wszystko w nosie. Wciąż jest dreszczyk, trema, jak przed publicznym występem. I niech tak zostanie. Są emocje, jest pasja – jest pasja, są emocje.

     Teraz Wam napiszę, co jest dla mnie szczególnie miłe i ważne.

     W związku z tym, że serce wciąż drży, że wciąż jest trema, niezwykle cieszą mnie wszelkie sygnały z Waszej strony. Są dla mnie WAŻNE. A zatem nie są mi obojętne lajki, które klikacie – zarówno tutaj, na blogu, jak i na FB. Uwielbiam Wasze wiadomości i komentarze. Serce drży, ale z radości, gdy pokazujecie moje teksty znajomym, udostępniacie, puszczacie w świat. Fantastycznie czuję się, gdy docierają do mnie informacje, że czyta mnie czyjaś ciocia, mama, koleżanka czy daleki kuzyn z juesej. To dla mnie WAŻNE. To wszystko może wydawać Wam się banalne, niepotrzebne, nicnieznaczące, jakieś kliknięcia, kilka słów. A jednak. Nigdy nie będzie to dla mnie obojętne, bo – tak jak wspominałam na początku – owszem, piszę dla siebie, ale do Was. Jeśli Ty, Drogi Czytelniku, uważasz, że i dla Ciebie piszę, czyli coś ta moja pisanina dla Ciebie znaczy, tym większa to przyjemność dla mnie.

     A jak sobie radzę z krytyką? Raz lepiej, raz gorzej. Tego, co piszę, zawsze jestem pewna. Bo są to moje poglądy, przemyślenia, moje rozważania. Tu nie ma miejsca na błędy. Inaczej sprawa ma się w przypadku formy. Zawsze boję się, że walnę i zostawię jakiś błąd, a wiem, że nie powinnam. Za każdy wstydzę się osobno, a każdy czytelnik, który taki błąd zobaczy, zwiększa moc tego wstydu. Dlatego zawsze jestem wdzięczna, gdy ktoś skróci moje cierpienie i podrzuci mi dyskretnie takiego babola. Komentarze polemiczne przyjmuję z radością, bo to zawsze okazja, by podyskutować. A z takich bezdyskusyjnych kwestii – raz przeczytałam, że jestem grafomanką. Kiedyś.

     Ludzi, zwanych popularnie hejterami, u mnie nie ma. Dlaczego? Bo mój blog nie jest dla wszystkich. Nie przychodzi tu byle kto. To miejsce dla ludzi myślących. Nawet gdy temat jest lekki, banalny, to i tak nie przyciągnie chmary komarów. Co oznacza, że osiągnęłam to, co zakładałam na początku. A zakładałam, że ten blog nie będzie dla wszystkich.

     Dziękuję i pozostańmy w kontakcie.




elzbieta-haque




Fot.: ja (wiadomo, bo kwiatki)

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.