Matka w stylu gender

gender
     Korzystając z fejmu, jaki spadł na moją genderową rodzinę po niespełna minutowym występie w materiale Filipa Chajzera dla DD TVN, pociągnę temat. Dlaczego, bo, ponieważ, gdyż? Dla mnie pewne rzeczy wydają się oczywiste, dla tych, którzy mnie znają również. Ale są i tacy, którzy wyciągnęli ciekawe wnioski po tej zajawce w telewizji. Niesamowite, jak niewiele ludziom trzeba, żeby stworzyli sobie pełen obraz czyjejś osoby, życia, poglądów, etc. Niech DD TVN stanie się pretekstem do tekstu o… partnerstwie w związku.

     Dla niewtajemniczonych podrzucam link do reportażu.

     W czyjejś głowie pojawiły się wątpliwości, komuś innemu szczegóły ułożyły się w całość, dodam, że idiotyczną, ktoś inny wysnuł teorię. Przyznam, że wesoło nam było po emisji tego materiału. A wszystko przez podpis, jaki zaserwowano mi w TVN-ie, skądinąd sympatyczny, czyli “Matka w stylu gender”.

     Z moim genderowym mężem debatowaliśmy na ten temat i nie mogliśmy się nadziwić. Kiedyś mówiło się o partnerstwie w związku. Cały pic polegał na tym, żeby dzielić się obowiązkami, żeby żadna ze stron nie była jedyną obciążoną obowiązkami stroną, że przy garach płeć nie ma znaczenia. Ot, partnerstwo i tyle. Wtedy żaden biskup nie rzucał się do gardeł tym, który to partnerstwo uprawiali, nie krzyczeli z ambon, że tak nie wolno, że dzieci się deprawuje, a rodzinę kryzysuje. No nie.

     Całkiem niedawno ktoś nazwał to partnerstwo genderem i uznał, że to niebezpieczne. A jak się chłopców uczy “babskich” obowiązków, to jest kryzys w rodzinie, chłopcy się pedalą i będą dążyć do związków jednopłciowych. W sumie, gender czy nie gender, to i tak będą się pedalić, bo facet-ojciec całymi dniami powinien tyrać na rodzinę, po męsku, po chrześcijańsku. Najlepiej na dwa – trzy etaty, bo w polskich okolicznościach przyrody przeciętnemu ojcu rodziny trudno jest zarobić na życie w dobrym standardzie. Tym oto sposobem taki statystyczny synek i tak wychowuje się bez męskich wzorców, nie nauczy się golić, gwóźdź wbijać. Skończy jako zarośnięty gej z meblami z Ikei. Ani chybi.

     Smutny obrazek przedstawił Filip Chajzer odwiedzający polską szkołę. Przykre jest to, że chłopcy, którzy wypowiadali się tam w tak radykalny sposób, będą czyimiś partnerami, mężami, ojcami, że palcem w domu nie kiwną. Niech oni już lepiej zarażą się pedalstwem, zwiążą się z podobnymi sobie flejtuchami i żyją długo i szczęśliwie w chlewiku. Żarty żartami… i żarty na bok. Uważam, że – niezależnie od płci – człowiek powinien potrafić cokolwiek wokół siebie zrobić. Każdy powinien potrafić zatroszczyć się o siebie – ugotować sobie cokolwiek (choćby wodę na herbatę), umyć naczynia i się przy tym nie zabić, odkurzyć, uprać sobie skarpetki, gdy w podróży zabraknie jednej pary na ostatni dzień, wkręcić śrubkę bez wkrętarki, a nawet bez śrubokręta, zapytać o drogę w obcym mieście. Wszystko to są czynności o niskim poziomie trudności. Nawet mężczyzna powinien podołać. Ale, jak się okazuje, potencjał partnerstwa w związku został zaprzepaszczony dużo wcześniej, nim dopadł go kler. Zmarnowali go rodzice, którym się nie chce kiwnąć palcem, by ich dzieci potrafiły po sobie sprzątnąć. Tyle.

     I na koniec – nie, nie zapuściłam chłopcom włosów w ramach gender, żeby zatrzeć różnice płci czy w imię jeszcze jakiejś innej dziwnej ideologii. Nawet trudno powiedzieć, że ja im zapuściłam włosy. Zapuścili sobie sami. Sami podjęli decyzję, jakie chcą mieć fryzury. Ja tylko pomogłam im, by proces zapuszczania włosów przebiegł możliwie estetycznie i wygodnie. Ale nie ma to nic wspólnego z żadnym genderem, który całkiem przypadkiem padł ofiarą kolesi w sukienkach.



Elżbieta Haque



Fot.: Radek

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.