Kto ma prawo walczyć o demokrację?

wojna domowa

Czyli “PO też łamało Konstytucję”, “gdzie byliście, jak PO łamało Konstytucję?” i “na ulicę wychodzą komuniści i złodzieje, którzy nie potrafią pogodzić się z przegraną”.

Pierwsze dwa, to główne argumenty zwolenników działań obecnej władzy we wszelkich dyskusjach o łamaniu prawa przez PiS i zamachu na Trybunał Konstytucyjny. To drugie, to szyderczy zarzut kierowany do obrońców demokracji.

Mam dość mówienia nam, że nie mamy prawa walczyć o demokrację, bo nie protestowaliśmy, gdy PO łamało Konstytucję. Mam dość insynuacji, że obrona demokracji w obecnej sytuacji jest równoznaczna z popieraniem poprzedniej władzy. Mam dość utożsamiania nas z tymi, którzy nawywijali w ciągu poprzednich 8 lat. Mam dość oskarżania nas o niszczenie Polski nawet wtedy, gdy ssaliśmy kciuki i sraliśmy w pieluchy.

Z łaski swojej, wsadźcie sobie w dupę swoje oskarżenia razem z obelgami pod naszym adresem, groźbami śmierci lub w najlepszym razie więzienia.

Milczenie za rządów PO możecie zarzucić również sami sobie. Nikt nie bronił wam wyjść na ulicę. Ba! praworządny PiS też nie rwał się do kontrolowania władzy, choć miał ku temu wszelkie narzędzia. Taka rola opozycji. Tylko PiS nie potrafił być konstruktywną opozycją, bo nie potrafi działać w ramach praw i obowiązków danych przez demokrację. Co pokazuje i dziś.

Nie, nie jesteśmy częścią elit, które okradały Polaków. Nie kwiczymy, bo nie umiemy oderwać się od koryta. Serio? 50 tys. ludzi, którzy wyszli na ulice miast Polski i kolejne miliony niegodzących się na to, co się dzieje, były u władzy? To, że nie podoba nam się działanie PiSu, nie oznacza, że boimy się utracić przywileje. Jakie przywileje? Tak jak i zwolennicy PiSu martwimy się o swoją przyszłość, głodowe emerytury, los naszych dzieci, kolejki do lekarzy, ceny leków. Tak samo odczuwamy brak stabilizacji na umowach śmieciowych, wysokie podatki i marmurowy ZUS, który bierze a nie daje. Tak samo nie chcielibyśmy pracować do śmierci, albo do śmierci zmagać się z bezrobociem. Tak samo wkurwiły nas ośmiorniczki, zegarki Nowaka czy bezczelność Bieńkowskiej. Ale wtedy jakoś ciągnęliśmy nasze wózki, bo nikt nam nie pluł w twarz, szczując na nas współbraci i nie srał tak ostentacyjnie na Konstytucję, a nasza (i wasza) wolność nie stała pod znakiem zapytania.

Dlatego, z łaski swojej, rozliczajcie tych, którzy nawywijali, zamiast wylewać pomyje na ludzi takich jak wy. Różnimy się od was wyłącznie poglądami na to, jaką drogą należy iść do szczęścia. A każdy z nas – i my, i wy – chciałby widzieć siebie i Polskę we względnym szczęściu i dobrobycie.

Zajmijcie się popieraniem swoich i wspieraniem ich w obraniu właściwej drogi, zamiast siać nienawiść wokół. Zacznijcie domagać się realnych reform i spełniania listy zajebistych obietnic wyborczych, na realizację których wszyscy czekamy, a które z palcem w nosie rządzący mogą realizować, bo mają większość w parlamencie, rząd i prezydenta na usługach. Zapytajcie ich, dlaczego robią to samo, za co krytykują PO – łamią prawo, zamiast pokazać, że są prawi i sprawiedliwi. Zapytajcie dlaczego wycofują się stopniowo z tych obietnic i zajmują się niszczeniem budowanej mozolnie demokracji.

Mam dość sortowania ludzi na tych, którzy mogą chodzić w pochodach i domagać się respektowania Konstytucji i tych, którzy tego prawa nie mają, bo są skompromitowani, bo kiedyś sami łamali Konstytucję, bo współpracowali z PiSem czy go popierali. KAŻDY ma prawo walczyć o demokrację, bo jest warta każdej pojedynczej szabelki w tej walce. Nawet ci, co siedzą za kratami, mają do tego prawo, każdy szemrany typ z bramy. Bo jeśli walczymy o to samo, to jesteśmy z tego samego sortu.

Znudziły mnie debaty o tym, kto nie powinien pojawić się na piętrusie KODu, z kim KOD powinien się pokazywać, a kogo unikać, kto może skakać przeciw kaczorowi, kto może podpisywać się pod listami w obronie demokratycznych zasad. Sortownia tam, sortownia tu. Dyskryminacja. Jeśli nie możemy iść ramię w ramię wszyscy, to może czas się zatrzymać i zacząć się napierdalać parasolkami w walce o prawo do walki. 19.12. o 12:00 kolejny manifest pod Sejmem. Mam nadzieję zobaczyć tam wszystkich, którzy stoją na podobnym stanowisku, niezależnie od innych przyległości.

Co mnie to obchodzi, że ktoś walczy w obronie demokracji, żeby zbijać kapitał polityczny? Jeśli walczy skutecznie, to w czym problem? Dziś nie obchodzą mnie motywacje tych ludzi, ich przeszłość, ile i komu ukradli. Na zastanawianie się na tym przyjdzie czas. Kiedy będziemy mogli odetchnąć. Wtedy będzie odpowiedni moment na refleksje, wyciąganie wniosków, oddzielanie ziarna od plew i analizy, kto zaczął i jak go należy z tego rozliczyć.

Mam nadzieję, że gdy wygramy, będziemy mądrzejsi. Mam nadzieję, że nie tylko obronimy demokrację, ale także ją rozwiniemy. Mam nadzieję, że ci, którzy przyjdą po PiSie, a dziś być może idą z nami ramię w ramię, będą bogatsi o dzisiejsze i wczorajsze doświadczenia, będą wiedzieli, jakich błędów unikać i będą chcieli słuchać ludzi, tak jak słuchają nas dziś. A my będziemy chcieli mówić.

Tymczasem jestem wkurwiona na to, jak się nas szczuje przeciwko sobie, jak się nas dzieli i sortuje. Jestem zmęczona czytaniem obelg pod swoim adresem, pod adresem moich kolegów i koleżanek, pod adresem ludzi, których cenię i szanuję, pod adresem ludzi, których nie znam i nigdy nie poznam. Wkurwia mnie to ciągłe napięcie, które powoduje, że bliskie mi osoby nie mogą normalnie funkcjonować, cieszyć się codziennością. Jestem zmęczona tłumaczeniem w kółko tego samego w odpowiedzi na serię wyzwisk i oskarżeń. Mam dość dzielenia rodzin, przyjaciół i znajomych.

Wiem, nieświadomi mają lepiej, śpią spokojnie. A ja nie potrafię żyć w nieświadomości. Dlatego w dzień kąpię się w pomyjach wylewanych na mnie i mi podobnych przez prawdziwych Polaków, w nocy słabo śpię, choć sumienie mam względnie czyste, budzę się z dziwnym przeświadczeniem, że w nocy znów mogło wydarzyć się coś złego. Potem oglądam uśmiechniętą z satysfakcją gębę prezesa, wkurwioną i przestraszoną premierę, słucham kłamstw wypowiadanych przez gadające głowy w TV. Czuję smutek, zażenowanie i narastający wkurw. Wiem, że nie tylko ja, bo rozmawiam z ludźmi. Wszyscy czekamy, aż to w końcu jebnie i zastanawiamy się, ile będzie ofiar i czy skończy się tylko syndromem stresu pourazowego.

Mimo wszystko staram się być miła dla obcych. Nie patrzę wilkiem na ludzi w autobusie, choć przecież to mogą być ONI, lepszy sort. Nie rzucam się do gardła tym, którzy mają odmienne zdanie, choć często mam ochotę, nie życzę im wszystkiego najgorszego…, bo kiedyś przyjdzie nam wrócić do normalności i chciałabym móc spojrzeć drugiemu człowiekowi w oczy bez wstydu. I sobie bez pogardy spojrzeć w oczy w lustrze.



Photo credit: England via Foter.com / CC BY-NC-SA

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.