Jeszcze jeden tekst o śmierci w internecie

umieranie w internecie
     W poprzednim swoim tekście, Umrzemy w samotności… przez internet, trochę sobie żartowałam i ta tytułowa śmierć miała mi posłużyć jedynie do wzmocnienia dramatyzmu wywodów o samotności w sieci.

     Bo w gruncie rzeczy nie mogę zgodzić się z tezą zawartą w tamtym tytule. Choć znów siadam do tekstu z poczuciem chwiejności. Nie ulega wątpliwości, że umieranie dziś różni się od tego sprzed wieków. Nie mówię o samym biologicznym procesie umierania. Ten przecież się nie zmienia. Chodzi mi raczej o echo śmierci.

     Gdy umiera gwiazda (taka w kosmosie, nie celebryta), nie dowiadujemy się o tym od razu. Bywa, że mija kilka lat, nim jej blask zgaśnie na widzianym przez nas niebie. Patrzymy na jej światło, ale jej już nie ma. Umarła. Tak mogło być w wiekach minionych. XVIII – XIX wiek. On poznał Ją u dalekiej krewnej podczas letniego pobytu w jej dworku. Potem rozjechali się w swoje strony. On umarł. A ona wzdychała do niego, tęskniła, nie wiedząc, że jego już nie ma. Jeśli nikt nie zechciałby do niej napisać i poinformować jej o tym, dowiedziałaby się kiedyś podczas jakiejś luźnej rozmowy z kuzynkami, które kiedyś gdzieś były i słyszały.

     Dziś trwa to chwilę. Ktoś umiera, ktoś dzwoni do kogoś, ten ktoś natychmiast odbiera telefon i wie. Może poinformować kogoś innego. I tak w pół godziny po śmierci cioci, cała rodzina już wie, w jakich kategoriach ma o niej myśleć. Już nie “Za miesiąc są cioci imieniny, będzie wódeczka i ciasteczka.” tylko “Za miesiąc byłaby wódeczka u cioci na imieninach. Szkoda.” O śmierci znanych osób dowiaduje się błyskawicznie znacznie szersze grono niż rodzina i przyjaciele. Informacja szybko przekracza granice krajów i kontynentów.

     A jeśli ktoś funkcjonuje w wirtualnym świecie? Właśnie.

     Gdy umrę nagle, czy ktoś pójdzie na forum, na którym się udzielam i poinformuje wszystkich, że oto już się nie będę udzielać? Czy ktoś wejdzie na Facebooka i napisze na mojej tablicy: “Kochany Facebooku, umarłam.”? Czy ktoś zostawi na blogu notkę, że to ostatnie napisane tu słowa? Czy komuś przeszłoby przez myśl? Czy komuś przyszłoby do głowy, pochylić się nade mną konającą z pytaniem o hasła do tych miejsc, by móc potem poinformować wirtualne grono zainteresowanych, znajomych i czytelników a potem wywalić konto w kosmos? “Hej, czekaj, nie umieraj jeszcze. Jeszcze pass do poczty na gmailu…” Jeśli jednak nie? Pozostaną po mnie kikuty, usychające pnie z upiornie sterczącymi konarami bez liści, skrzypiące przy każdym powiewie wiatru. Ktoś napisze po dwóch miesiącach na mojej tablicy: “Odezwałabyś się. Co nowego u ciebie?” Nowego? Kurcze, nic. Leżę sobie i gniję. Albo na forum ktoś dojdzie do wniosku, że admin ze mnie ciulowy, bo się od pół roku nie loguję. Ktoś inny, może lepiej zorientowany, napisze, że spoko ze mnie admin, ja tylko umarłam.

     Fantazjuję sobie troszkę, choć nie bez przyczyny. Pamiętam dziewczynę walczącą z rakiem. Nie będę rzucać nazwiskami. Wymieniłyśmy na FB kilka wiadomości, dodałyśmy się do znajomych. Miała spore grono, które jej kibicowało. Niestety choroba ją pokonała. Temat był medialny, zbierała pieniądze na terapię zagranicą, więc kibicujące grono dowiedziało się o jej śmierci dość szybko. Ale Facebook nie wiedział. Na jej tablicy pojawiały się wiadomości z aplikacji automatycznie wrzucających głupoty typu “Today Agata is 30% hot!” Przyznam, że dziwnie się robi w momencie, gdy widzi się takie coś na tablicy zmarłej osoby.

     Wirtualny świat jest istotną częścią naszego życia, tylko jeszcze nie rozwiązano kwestii śmierci w internecie. Tak czy owak, jeśli wirtualny świat dowie się o mojej śmierci, nie będzie to śmierć samotna. Wyobrażacie sobie, ile fajnych zniczy pojawi się w komentarzach?

Photo credit: Jonathan Kos-Read / Foter / CC BY-ND

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.