Hejtuję hejt!

hejterzy
     Powiedzcie słowo “hejtuję” głośno. Prawda, że idiotycznie brzmi?

     Podnosi mi się ciśnienie, jak czytam o hejtowaniu, więc ten ostatni wysyp internetowych nagłówków o hejterach, co to nie są anonimowi, doprowadził mnie do płaczu. Zastanawiam się, jak my żyliśmy przed erą hejtera, czyli nim zaczęliśmy tego słowa używać. Wcześniej mieliśmy trolla, ale jak się okazało, to coś innego. Z mojego śledztwa wynika, że hejter to ‘osoba publikująca w sieci obraźliwe wpisy’. Zawód trolla jest bardziej skomplikowany. Wygląda na to, że kiedyś pastwiliśmy się w necie w bardziej wyrafinowany sposób. A dziś trolling został zepchnięty do lamusa przej hejting, który jest dużo mniej wymagający intelektualnie.

     Wypada więc podziękować językowi angielskiemu, że pożyczył nam tak potrzebne słowo jak “hejter”. Bo co my byśmy biedni bez niego uczynili? Trochę się nabijam, ale zdaję sobie sprawę, że istniała luka i trzeba było w nią jakieś słowo wepchnąć. I oto jest.

     Hejter – hejterem. Ale to, jak wiadomo, pochodna od hejtu. I tutaj, przepraszam bardzo szanownych wszystkich, ale zupełnie nie rozumiem, po co się tego hejtu używa, skoro akurat w to miejsce mamy odpowiednie słowo. Przecież nie jest jak w przypadku hejtera, że trzeba by wypowiedzieć 5 polskich słów, żeby wyrazić to samo. Nie musisz mówić: ‘bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, często połączone z pragnieniem, by obiekt nienawiści spotkało coś złego’, bo wystarczy, że powiesz ‘nienawiść’ i wszystko staje się klarowne.

     Nasz język jest bardzo bogaty. Może czasem brakuje w nim słów na określenie jakichś nowych zjawisk i bardziej naturalne wydaje się pożyczenie słowa z obcego języka, niż tworzenie jakichś karkołomnych dziwolągów w ojczystym. Ale to nie dotyczy hejtu. Poza tym z hejtem stało się coś niebezpiecznego. Słowo zaczęło być nadużywane. Hejter zasadniczo wali agresją na oślep, nienawiścią znaczy, w dyskusji nie używa merytorycznych argumentów. W realu dał by ci w japę. W necie może tylko obrzucić kupą. Ale gdy zanurzyć się w czeluście internetu, można dowiedzieć się, że hejt to nie tylko nienawiść, to także zawiść, zazdrość, krytyka, sarkazm, ironia, polemika, malkontenctwo, mobbing, molestowanie, szafowanie krzywdzącymi stereotypami. Po co nam tyle słów? Wrzućmy wszystko do jednego wora i nazwijmy to hejtem.

     Sytuacja i głupia, i niebezpieczna. Używamy języka nie bez powodu. Jeśli się o czymś mówi, to to istnieje, jeśli o czymś nie mówimy, zanika. Taką mam osobistą obawę, że takie redukowanie języka może doprowadzić do jałowości wewnętrznej. Przestaniemy rozróżniać i tak trudne do rozgraniczenia emocje. Nie tylko słowa, ale i emocje właśnie wsadzimy do jednego worka, potrząśniemy i powstanie z tego bezkształtny miks w kolorze pawia.

     A skoro wszyscy hejtują i hejter to co drugi w kolejno odlicz, to jak ustanowić prawną cezurę tego procederu?

     Te nagłówki, które doprowadziły mnie do płaczu, odnosiły się do decyzji NSA. Rzeczpospolita podała:

Autorzy obraźliwych wpisów na forach internetowych muszą się liczyć z tym, że nie będą anonimowi.

Udostępnienia danych z forów internetowych mogą żądać już nie tylko policja, prokuratura czy sąd. Takie prawo ma też każda osoba fizyczna i firma, które wykażą, że jest to niezbędne dla ochrony dóbr osobistych i dobrego imienia. Tak orzekł wczoraj Naczelny Sąd Administracyjny.

     Przecież czy coś jest obraźliwe zależy od tego, co jest w stanie mnie obrazić. Mogę się obrazić, jak mi ktoś powie, że piszę kiepskie teksty. Strzeżcie się.

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.