Grubasy kontra szkielety

barbie
     Tak dobrze pisało mi się o wojnie polsko-polskiej z udziałem mamusiek i bezdzietnych, że postanowiłam odnieść się do kolejnego konfliktu. Przy czym tym razem, dla odmiany, występującym na globalną skalę. No i dotyczy głównie kobiet.

     Patykowate dziewczyny o chłopięcej figurze twierdzące, że są szczupłe kontra grubasy z niezdiagnozowaną otyłością, które chcą, by mówić o nich puszyste, albo ‘o pełnych kształtach’… Konflikt zauważalny, zwłaszcza, ze angażują się w niego same zainteresowane, miłośnicy takowych, media, przedstawiciele świata mody, a nawet przemysłowcy czy włodarze krajów. To konflikt na tle kanonów piękna, o których już zdarzyło mi się pisać.

     Na czym ten konflikt polega? Niektóre środowiska buntują się przeciwko lansowaniu chudości i nienaturalnego piękna. Rzucają na pole walki pełne kształty, ciała z cellulitem i skórę z porami. Inne środowiska dąsają się, że te pełne kształty to choroba, a szczupła sylwetka jest po prostu zdrowa. Konflikt zaognia się za każdym razem, gdy jakaś grubsza laska śmie pokazać się publicznie w czymś innym niż worek pokutny i powiedzieć, że jest zadowolona z figury. Gromy spadają także na tych, którzy stwierdzają, że grube są grube i już i tylko szczupłe są normalne i piękne. Trudno tu szukać kompromisu. Nikt go nie chce, nikt do niego nie dąży.

     A ja powoli przestaję się dziwić. Kiedyś ludzie nie musieli godzić się na takie kompromisy. Nigdy nie było aż takiej różnorodności, albo była niedostępna, więc nie kłuła ludzi w oczy. Kiedyś można było zobaczyć tylko to, co dało się eksplorować w obrębie kontynentu i to, co było w zasięgu wypraw morskich. A i tak mało kto podróżował. Obce kultury były gdzieś daleko, więc ludzie mogli kisić się w swoich grajdołkach, spokojni i nienarażani na różnorodne widoki. A jeśli już ktoś odstawał, był chory, krzywy, ekscentryczny, miał rewolucyjne poglądy, można było go wygnać, spalić na stosie, zabić w jakikolwiek inny sposób, zamknąć, zmusić do podporządkowania się ogółowi, wyrzeczenia się siebie.

     Dziś musimy znosić wokół siebie ludzi INNYCH, odróżniających się. Chudzi, grubi, niscy, wysocy, różowi, czarni, żółci, długowłosi, łysi, z wąsami, wytatuowani, z kolczykami, skarami. Lobby grubasów nie może liczyć na to, że psy się na kości zlecą i na legalu rozszarpią osoby ważące poniżej oczekiwań. Tak samo chudzi nie mogą pozamykać w lochach wszystkich otyłych z nadzieją, że zeżrą się nawzajem. Na stosach nie spłoną wysocy. Niskich nie można zepchnąć z urwiska. Dziś musimy godzić się na daleko idące ustępstwa wobec innych. Musimy akceptować lub przynajmniej tolerować takie inności, które kiedyś w głowach się nie mieściły.

     Główne grupy wpływów walczą o dominację, zamiast przyjąć do wiadomości, że się jakoś zmieścimy. Oczy się przyzwyczają. Dziś skrajności są jeszcze stosunkowo młodym zjawiskiem. Czymże są dziesięciolecia w obliczu wieczności? Wieczności razem, obok siebie. Bez względu na rozmiar przymykacie oko na nieudolne tańce rządzących, a nie możecie przymknąć oka na grubą/chudą modelkę?




elzbieta-haque

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.