Goły ojciec, goła matka

IMG_1281.JPG
     Wierzcie lub nie, ale są na świecie ludzie, którzy nie tylko śpią nago, ale i nago wychodzą na wioskę. Nie widuje się wśród nich zbyt wielu skrzywionych psychicznie dzieci gwałcących konary drzew i kozy, więc ta cała nagość nie może być taka straszna.
Jak ją malują.

     A jednak są tacy, którzy uznają nagość za patologię. Niedawno Michał przyłapał mnie na słuchaniu rozmowy o nagości w powtórkowym “Mieście kobiet”. Zaproszeni goście: Piotr Najsztub, psycholożka Katarzyna Klimko-Damska i jakaś pani Anna Wojdalska rozmawiali o tym, czy to dobrze czy źle, jak się przy dzieciach nago lata.

     Powiem szczerze i bardzo nieskromnie, że ogromnie cieszą mnie reakcje moich dzieci na zagadnienia z pozoru trudne, dla wielu stanowiące tabu. Tak zupełnie na marginesie.

     Wspomniana wcześniej jakaś pani perorowała, że chodzenie nago przy dzieciach jest niebezpieczne, prowadzi do odchyleń, zboczeń, jest to pogwałcenie dziecięcej czystości, bo nagość kojarzy się z seksualnością. Bo co, jeśli syn się mamą podnieci nagle? No co wtedy?

     Michał przysłuchiwał się z pewnym takim niedowierzaniem i budzącym się sprzeciwem.

- Przecież nagość jest normalna! – rzucił wreszcie.

     W zasadzie na tym moglibyśmy poprzestać, ale u nas łatwiej rozpętać dyskusję niż ją zakończyć. Dyskutując, doszliśmy do następujących wniosków.

Nagość jest normalna

     Nic w tym patologicznego. Ciało każdy z nas posiada na stanie. Widzimy siebie nawzajem od zawsze i żadna patologia z tego tytułu nie uderzyła nam do głowy. Dzieci to takie same stworzenia jak dorośli, tylko mniejszych rozmiarów i z mniejszym życiowym doświadczeniem (nasza w tym głowa, żeby te doświadczenia zdobywały w przyjaznych warunkach). Dzieci się rodzą, rodzice dbają o ich higienę – przewijają, kąpią. To też prowadzi do patologii? Musiałoby, gdyby nagość nie była czymś naturalnym.

Granica intymności jest ruchoma

     Zawsze starałam się traktować intymność dzieci z szacunkiem. Żeby to osiągnąć, musiałam je obserwować. Przy czym “musiałam” nie oznacza, że się do tego zmuszałam. Po prostu, żeby widzieć, trzeba chcieć. Każdy człowiek ma swoje granice, a dziecko, z racji ciągłego rozwoju, granice ma ruchome. Małemu dziecku zmienia się pieluchę, myje każdą część ciała i to jest OK. Starsze dziecko należy zapytać, czy można je dotknąć w intymne miejsce, czy można mu zajrzeć w majty. I to jest OK. Młodsze dziecko robi kupę, siedząc na nocniku obok rodzica robiącego kupę na sedesie, starsze może wymagać, żeby pukać, nim mu się do kibla wejdzie. I to jest OK. Młodsze dziecko przeleci bez gaci i bez żenady przed gośćmi, starsze szczelnie się zakryje, żeby mu żaden skrawek tyłka przypadkiem nie wystawał. I to też jest OK.

     Co ciekawe, i mogłoby zaskoczyć tę panią od patologicznej nagości z “Miasta kobiet”, nasze dzieci, mimo że oglądają starych nago, same z siebie wyznaczają kolejne granice swojej intymności i robią to bardzo poprawnie. Nie trzeba im mówić “od dziś masz nie świecić tyłkiem przy ciotkach”, bo przestali świecić, gdy zaczęli się krępować. Proste.

Granicą jest szacunek do granic

     Nie wpadam w panikę i nie zakrywam się w popłochu, gdy chłopcy wchodzą do łazienki, kiedy akurat biorę kąpiel. Ale jeśli nie mają do mnie jakiejś naglącej sprawy, proszę ich, żeby poszli w cholerę, bo chcę odpocząć w samotności i nie chcę, żeby mi analizowali każdy pieprzyk na ciele. Rozumieją, szanują, wychodzą. Wiedzą, że my – rodzice również uszanujemy taką prośbę. Na życzenie wyjdziemy, będziemy pukać, czekać pod drzwiami, zamkniemy oczy, jeśli będzie trzeba. Wiedzą, że KAŻDY ma obowiązek szanować granice ich intymności, a jeśli ktoś nie szanuje, robi źle.

Tabu jest niebezpieczne

     Dzięki temu, że dzieci oswojone są ze swoją i naszą – rodzicielską nagością, są bardziej otwarte, nie krępują się zapytać o rzeczy związane z intymnością, cielesnością. Dziś przychodzą do nas, gdy ich coś boli czy piecze. Kiedyś przyjdą, gdy będą mieć problemy w relacji intymnej, przyjdą po prezerwatywy, albo zapytać o punkt G. Tak mi się marzy i głęboko wierzę, że tak właśnie będzie.

     Kiedy nagość jest tabu w domu, istnieje poważne ryzyko, że dziecko gdzieś indziej będzie szukać odpowiedzi na pytania o intymne sprawy, on nie powie, gdy zaboli go jądro, ona – gdy jej coś wyskoczy na brodawce. Dziecko uczone, że ciało jest tabu, jako dorosły nie pójdzie do lekarza ze “wstydliwym” problemem.

Tak, nagość jest normalna.



Elżbieta Haque



Photo credit: Francesca Dioni *Aemaeth* / Foter / CC BY

  • http://chicamala.pl/ Chica Mala

    Amen! :-) Co prawda dzieci nie mam, ale jak już mieć kiedyś jakieś będę, to też będę tak podchodzić. U mnie w rodzinnym domu nie wiele tematów było tabu i raczej, jak seks, do pewnego wieku. Jednak rodzice nauczyli mnie, że pytać i mówić można, a czasem i trzeba, o wszystkim. Uważam, że mi to na dobre wyszło i własne potomstwo chcę wychować w przyszłości podobnie :-)

  • remek

    Co 5 minut w telewizji reklama środka na erekcję, udany seks, kulek dopochwowych na nietrzymanie moczu, reportaże z klinik chirurgii plastycznej o operacjach piersi, warg sromowych, “odmładzania” okolic intymnych, nagich randek, survivalu, w internecie na co drugiej powiększają penisy i zapraszają na randki, mieszkamy w blokach, gdzie doskonale słychać, co sąsiedzi robią wieczorami, sami też nie mamy jak schować się ze swoją intymnością. Ale pani psycholog chronić chce przed “skojarzeniem z seksualnością”… Paranoja i hipokryzja. Lęk przed seksualnością jest w Polsce chorobą i to nazywaną “normalnością”. Seks (a przez to także i nagość) jest oficjalnie tabu, a dzieciaki i tak wiedzą swoje (niestety nie od rodziców…). W przebieralni na basenie nikt się za to nie przebiera (przychodzą w kąpielówkach ubranych w domu…) – ot, taka “polska normalność”.

    Byliśmy jesteśmy i będziemy seksualni – i to od dziecka! Mówienie, że tak nie jest to hipokryzja i ucieczka od tematu, którego sami nie zostaliśmy nauczeni (a nasi rodzice sami chyba też zapomnieli, że i oni żyli w czasach hippisów… ). Przez to sami nie potrafimy tego nauczyć naszych dzieci, które szybko zaczynają traktować rodziców jako “obleśnych staruszków”. To że rodzice też się kąpią, robią siku i kupę, uprawiają seks traktują jako coś obrzydliwego, bo te sprawy zawsze były przez nich traktowane jako “fuj, be, ohyda”. Za to prawie żadne dziecko w Polsce nie potrafi bez skrępowania wypowiedzieć prawidłowo nazwy części intymnych swojego ciała (nawet u lekarza…), a jedyne nazwy, które naprawdę znają – to wulgaryzmy (ciekawe, czy dla pani psycholog tak wygląda normalność?).

    Co do nagości do także widzę, że dzieci czują i proszą o respektowanie ich własnych granic, mimo że takie granice w rodzinie mogą być całkiem inne. Budują też na tym własne poczucie wartości oraz tolerancję dla innych zachowań. Stąd na przykład wiele dzieci naturystów lata po plaży w majtkach, nic nie mając do golizny wszystkich pozostałych. Moja córka nie pokaże się w domu nago mojemu synowi (i odwrotnie), mimo że w tym czasie obok stoi nago moja żona lub ja (np. szykując się do kąpieli). Za to nie jest problemem kąpiel przy nas (rodzicach) lub wspólna pod prysznicem w saunie (także z z innymi osobami) – chociaż w Polsce w zasadzie nie ma takich miejsc, gdzie można pójść z dziećmi. Córka ma 15 lat, a syn 13 – ale takie zachowania mają już od 7-8 roku życia. Widać też, że takie granice tworzone są w psychice dzieci na bazie wymagań i sygnałów z otoczenia (nie tylko od rodziców), a kategoryzacja “seksualny/nieseksualny” jest mieszanką własnego postrzegania tej strefy oraz wpływu sygnałów z otoczenia (mediów, kultury wychowania, szkoły, itp.).

    Jak przytulam i całuję moją żonę – to moje dzieci wiedzą, że to jest kontekst seksualny – no bo głupie nie są… Wiedzą też, że nie robimy tego tak samo wszędzie i w każdej sytuacji – bo mamy swoje granice.

    Śpimy zwykle nago i dzieci, jak przychodziły kiedyś do łóżka, przynosiły dodatkowy koc, bo wiedziały, że pod naszą kołdrą jest strefa, gdzie nawet przypadkowe dotykanie może być przekraczaniem pewnej bariery zarezerwowanej dla mnie i żony. Idąc w nocy do dzieci też zakładamy jakieś okrycie – bo dzieciaki w swoich pokojach mają prawo do swojej intymności. Chociaż córka z żoną czasem naginają to prawo – potrafią głośno śmiać się, kiedy rano lecimy z synem do toalety z “namiotem” w majtkach, kłócąc się o pierwszeństwo, albo jawnie spytać się, jak mamy zamiar się wysiusiać tym “czymś” bez zachlapania całej okolicy.
    Ciekawe jak pani psycholog pomogłaby nam z innymi tematami, których poruszanie przy dzieciach może być niewłaściwe – wieszanie wypranej bielizny (obowiązek dzieciaków) w tym seksownych koronkowych majteczek żony, swędzący odbyt (egzema skóry u syna) i sprawa właściwego leczenia, zakażenie dróg moczowych żony i powiązane z tym kupowanie globulek dopochwowych oraz prezerwatyw, wulgarna sąsiadka, która nie boi się wyjść naprzeciw “normalności”, piesek szwagierki kopulujący z czym się da i kiedy się da, ciężka operacja teściowej (wycięcie macicy i powikłania) i nasza konieczna pomoc łącznie z myciem, wymianą opatrunków, przenoszeniem (a bez pomocy syna i córki byłoby to niewykonalne), wakacje pod namiotem i kleszcze – codzienne wzajemne sprawdzanie się na golasa przy kąpieli w jeziorze lub pod prysznicem (a te pajączki wlezą wszędzie).

    • http://www.haque.pl/ Xezbeth Haque.pl

      Dziękuję za Twój komentarz.
      Na szczęście to nie była pani psycholog tylko jakaś matka, która niestety nie jest odosobniona w swoich poglądach.
      Tabu dotyczące seksu i nagości pociąga za sobą kolejne – tabu dotyczące fizjologii. Strasznym wstydem jest wydalać i wydzielać… cokolwiek.

    • Sylwia

      Naprawdę są takie kulki? (na nietrzymania moczu)

      • http://www.haque.pl/ Xezbeth Haque.pl

        Tzw. kulki gejszy. Wspomagają ćwiczenie mięśni Kegla, które odpowiadają m.in. za trzymanie moczu.

      • remek

        Posłuchaj reklam. Dodają teraz jako gratis do jakiegoś środka “paramedycznego” wspierającego leczenie tej przypadłości.

  • Meipu

    Choć śpimy w piżamach, lub bieliźnie, to potrafimy przebrać się przy dzieciach. Ciężko zresztą było by zachować szczelne granice, przy czwórce dzieci i braku zasuwy w łazience (celowo, żeby się nie zamykali). Ta nagość na prawdę ułatwia rozmowy, dzieci wiedzą, ze rodzice odrobinę się różnią. Wiedzą też, skąd te różnice i że sami w przyszłości również dojrzeją. Potrafią też zachować granice, wyjść, gdy się kąpię, lub gdy potrzebuję chwili “skupienia” na sedesie :) Jesteśmy ludźmi. Tacy się rodzimy i tacy umrzemy. Wstydząc się siebie, uczymy dzieci, że ciało, to coś wstydliwego, coś, o czym się nie rozmawia. A tak przecież nie jest. Mam ręce, nogi i … piersi. Czy to nienormalne? :D Według tej pani, pewnie tak … ;)