Efekt Pieczyńskiego

pieczynski1

Wszystko zaczęło się w lutym, kiedy to świetny aktor Krzysztof Pieczyński przyjął zaproszenie do programu Tak jest (polecam, warto posłuchać). Wyraził tam swoją opinię na temat świeckości państwa polskiego, a raczej o braku owej świeckości. Mówił o potrzebie odzyskania niepodległości, bo obecnie w Polsce włada kościół. Mówił o tym, że kościół wciska się we wszystkie sfery życia, ignorując wolności obywatelskie, że ludzie są przez kościół zniewalani, indoktrynowani i manipulowani. Mówił spokojnie, rzeczowo, demonstrując ogromną wiedzę historyczną, punktując interlokutora, którym był w tej dyskusji Jerzy Zelnik. Ten z kolei zaznaczył, że pogląd pana Pieczyńskiego jest skrajny, że może nie jest odosobnionym przypadkiem, ale… raczył wątpić, czy wielu takich się znajdzie.

Pan Zelnik nie jest odosobniony w opinii o skrajności takiej postawy. Nam się wmawia, daje do zrozumienia, demonstruje, że każdy z nas jest sam. Bo człowiek osamotniony, albo z poczuciem osamotnienia traci entuzjazm, poddaje się. Bez wsparcia pada jak wiotka łodyżka groszku. Powtarza nam się – ateistom i tym, którym nie podobają się poczynania polskiego kościoła katolickiego – żebyśmy dali spokój, nic nie zdziałamy, to nie ma sensu i w ogóle co nam to przeszkadza. To, czyli religia w szkołach, krzyże na każdym kroku i kościelni pełniący rolę konsultantów podczas prac nad ustawami. I nieważne, że Polak nie znaczy katolik, nie wszyscy Polacy wierzą w tego samego boga, a nawet jeśli, to nie czują się częścią wspólnoty zwanej kościołem. Nieważne. I tak mamy być podporządkowani, mamy grać, jak nam zagrają.

Po emisji programu pan Pieczyński napisał na swoim fan page’u .:
pieczynski

Nieważne, jak się nazywa – Pieczyński, Kowalski, Nowak, Kwiatkowski. Wielu z nas myśli, że jesteśmy osamotnieni. Wielu siedzi cicho, gryząc się i frustrując zastaną rzeczywistością. Bo nie wszyscy mają szczęście trafić na jakąś społeczność, inicjatywę, projekt, które zrzeszają ludzi o podobnych poglądach. I nagle wychyla się taki Pieczyński, którego nikt nie podejrzewał o tak “skrajną postawę”. Wszak nie tatuujemy sobie na czołach “zwolennik świeckiego państwa”. A szkoda, łatwiej byłoby się odnaleźć.

Wypowiedź pana Pieczyńskiego obiegła internet. I nagle z dnia na dzień kilka tysięcy zagubionych duszyczek poczuło, że ma wsparcie. I to wsparcie nie byle kogo, bo człowieka, który sporą część swojego życia poświęcił zgłębianiu tematu, o którym opowiada ludziom od lat i o którym dziś chce mówić, człowieka, który nie wali oklepanymi sloganami, a rzeczywiście wie, o czym mówi. Myślę, że będzie mówił śmiało i głośno, bo poczuł wsparcie i poparcie. Posypały się podziękowania za to, że mówi to, o czym wielu tylko myśli w skrytości. Prometeusz, mistrz, światełko w tunelu. Mogłoby się wydawać, że nie wydarzyło się nic wielkiego i te wielkie słowa, ochy i achy są zupełnie na wyrost i zbędne. Jednak ten entuzjazm pokazuje, że Krzysztof Pieczyński ma rację – ludzie czują się zgnębieni, zduszeni, zmarginalizowani. Dlatego z taką ekscytacją przyjęli kogoś, kto ma siłę przebicia, wiedzę i bardzo sprecyzowane poglądy.

Nawet jeśli komuś nie podoba się pogląd pana Pieczyńskiego na człowieka i boga, to trudno i coraz trudniej nie zgodzić się z jego tezami na temat kościoła w Polsce, który nie tylko trzyma władzę, ale i czerpie korzyści materialne. Wyobraźcie sobie, że np. Holandia stawia sobie w Polsce ambasady w postaci domków ze strzelistymi dachami i dzwonnicami, wsadza tam holenderskich kolesi w sukienkach i ubiera w swoje sukienki polskich mężczyzn. Wyobraźcie sobie, że Holandia mówi Polakom, co im wolno, co nie, co jest moralne, co nie, dyktuje prawodawcom, jakie prawo mają ustanawiać, bo jak nie, to nie pójdą do nieba. Wyobraźcie sobie, że Polska przelewa tej przykładowej Holandii grube pieniądze tylko dlatego, że te holenderskie domki stoją na terytorium Polski. Pewnie byśmy się trochę wkurzyli, bo to jednak ci, co se domków nastawiali, powinni płacić nam, że w ogóle mogą. A Watykan nie płaci. Watykan ciągnie od nas grubą kasę i coraz grubszą.

Jesteśmy frajerami. Trudno nazwać nas inaczej. Siedzimy grzecznie i patrzymy, jak zaborca z obleśnym uśmiechem na ustach indoktrynuje nasze dzieci w szkołach (zupełnie bez kontroli ze strony właściwych organów odpowiedzialnych za edukację w Polsce), stawia strzeliste domki, w których indoktrynuje swoje owce, przetwarza (zupełnie poza polskimi przepisami) nasze dane osobowe, dyktuje warunki polskiej władzy i pobiera haracz. Jest poza polskim prawem. Panowie w sukienkach bardzo sporadycznie za swoje przewiny otrzymują adekwatną karę, jaką dostałby Polak bez sukienki. Molestują nasze dzieci, wykupują połacie ziemi za bezcen, robią pod naszym nosem swoje ciemne interesy. A my siedzimy i patrzymy, kładąc jeszcze na tacę. Powinniśmy być wolnymi ludźmi. Ta okupacja to hańba.

Jeśli do szczęścia potrzebny ci bóg, to wiedz, że najmniej go jest w kościele. Dawno zwiał stamtąd z krzykiem i płacze osamotniony pod drzewem nad rzeką.




Elżbieta Haque

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.