Drodzy politycy – podsumowanie kampanii prezydenckiej

flaga

Kolejne kampanie wyborcze przynoszą kolejne rozczarowania. Na krótki czas naród nieco ożywia się politycznie, lokując nadzieje na lepsze jutro w osobach swoich kandydatów. Po wyborach i tak wszystko siada – i entuzjazm, i nadzieje.

Wybory prezydenckie 2015 załatwiły nam jedną, ważną rzecz. Było nią podpisanie ustawy akceptującej ratyfikację konwencji antyprzemocowej. No i to by było na tyle…

Drodzy politycy!

Jak zwykle spisaliście się wyśmienicie. Doskonale wychodzi Wam dzielenie Polaków. Nawołując do poszczególnych grup społecznych, dzielicie nas na prawdziwych Polaków i tych nieprawdziwych, na prawdziwych patriotów i tych, co im dobro kraju nie leży na sercu, na lewaków i prawdziwych katolików. Wmawiacie nam, że głosując na kogoś innego, sprawiamy, że kraj stoczy się ku upadkowi, że przez nas nie uda się go uratować. Każdy z Was twierdzi, że zwolennicy tych pozostałych są naiwni, zmanipulowani, zaślepieni. Dzielicie nas. Doskonale Wam to wychodzi od lat.

Sprawiacie, że patrzymy na siebie wzajemnie wilkiem. Obrażamy się wzajemnie, zamiast dyskutować. Próbujemy zmuszać tych, którzy mają inne poglądy, by przyjęli nasze, zamiast przekonywać argumentami. Robimy dokładnie to samo, co Wy – straszymy. Sami przerażeni, że coś pójdzie nie tak, straszymy innych, by podjęli decyzję po naszej myśli. Sami przekonani o jedynej desce ratunku, próbujemy ją wcisnąć wszystkim dookoła, a przecież i tak wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Jesteśmy wrogo nastawieni do każdego, kto ma na oku innego kandydata. Polska ma smutno niski kapitał społeczny, który przy okazji wyborów osiąga chyba wartości ujemne. Dzięki Wam, drodzy politycy. Dziękujemy!

Straszycie nas. Każdy z Was – tymi pozostałymi. Opowiadacie bajki, jak cudnie będzie, gdy już zostaniecie prezydentem i jednocześnie roztaczacie straszliwe wizje piekła, jakie nas czeka, gdy ci inni zaczną piastować ten urząd. Z pewnością pożałujemy, że nie zagłosowaliśmy właśnie na Was. Wpędzacie nas w strach, bo przestraszone społeczeństwo przestaje analizować i podejmuje emocjonalne decyzje. W panice jesteśmy skłonni głosować na szaleńców przejawiających psychiczne zaburzenia. Bo czasem łatwiej budować na gruzowisku, niż łatać dziury w ścianach.

Wyglądamy uczciwych kandydatów, którzy bez nawijania makaronu na uszy przedstawią realne pomysły na swoją prezydenturę. W zamian otrzymujemy pacynki mówiące to, co im ktoś każe, albo gadające głowy mówiące to, co im się wydaje, że chcemy usłyszeć. Mamy też kilku takich, którzy chcą wykonać skok na tron, żeby na niego nasrać, a potem tym gównem rzucać, gdzie popadnie. Jeździcie po kraju i pytacie z troską, co jest do zmiany. Dobrze wiedzieć, że nie macie pojęcia o tym, co dzieje się w Polsce i musicie obwozić tyłki po miastach i wsiach, by zorientować się w problemach potencjalnych wyborców. Tańczycie, klękacie, kłaniacie się, uśmiechacie, paradujecie, opowiadacie bzdety, rozdajecie kwiatki, całujecie dzieci. Dużo tego makaronu. Szkoda, że trudno byłoby tym makaronem okraszonym wyborczą kiełbasą wyżywić rodzinę.

Drodzy politycy, jesteście dość drodzy w utrzymaniu. Pół biedy, jeśli kampanię finansujecie sobie sami z prywatnej kieszeni. Gorzej, że połowa kandydatów przerzuca się gównem z kolegami za nasze, Polaków, pieniądze. Filmy kręcicie za nasze. Nie, żeby jakieś oskarowe. Ot, zwykłe barachło, w których głównie żużel, horror i dramat.

Finał, co ciekawe, przypomina finał wyborów miss. Zwycięzca rozsyła buziaczki, roni łzę i cieszy się, jakby w totka wygrał. Zupełnie nieprzystające to reakcje, wszak urząd poważny i odpowiedzialność wielka, a w sytuacji naszego kraju wręcz przytłaczająca. Choć może rzeczywiście za duże mam wymagania i błędne podejście. Może wypadałoby zacząć głosować na ładnych, bo mądrych i tak ze świecą szukać.

Drodzy politycy, możecie być z siebie dumni. Wiadomo, że dużym, ludnym krajem trudno jest rządzić i zmagać się z problemami takowego. Łatwo więc dostrzec sens w Waszych działaniach dążących do wyludnienia Polski. Będzie Wam łatwiej. Gratuluję, idzie Wam świetnie. Coraz więcej Polaków wyjeżdża, a ci, którzy już wyjechali, w dupie mają wybory w Polsce, bo już zmądrzeli i wiedzą, że tu nic się nie zmieni. Sukcesywnie, skutecznie i systematycznie zabijacie nasz zapał, entuzjazm, chęci, nadzieje. Drugą część World war Z będzie można kręcić u nas bez charakteryzacji statystów.

Mediom dziękujemy za to, że posłusznie transmitują ten pokaz rzutów gównem w dal. Zamiast prezentować po równo i w podobny sposób poszczególnych kandydatów, serwują nam tańce na lodzie i chodzenie po linie tych kandydatów, którzy gwarantują szoł.

Przyjdzie nam wkrótce przeprowadzić się do Słupska, a tam założyć republikę.

Elżbieta Haque

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.