Daj się wystrzelić w kosmos – niech pracodawcy cię zauważą

szukam pracy

Nie wiem, czy jestem wystarczająco kreatywna, ale nawet z pajntem idzie mi marnie : )

     Do takiej konkluzji popycha szum wokół Kariny Gos, która ostatnio… znalazła pracę.

     Karinie serdecznie gratuluję i zazdroszczę, że wpadła na świetny, adekwatny pomysł. Można o nim przeczytać (jeśli ktoś jeszcze tego nie uczynił) w tekście Michała Wąsowskiego: Młodzi, przestańcie narzekać na brak pracy. Weźcie przykład z Kariny i jej genialnej akcji na Foursquare. W tym i innych tekstach mitologizuje się postać Kariny, stawiając ją w roli bohaterki, bo… znalazła pracę. Chociaż Michał Wąsowski w swoim tekście pisze: “Wystarczyło ruszyć głową, trochę popracować nad formą i praca w zasadzie sama do niej przyszła…”, jest to kompletną bzdurą. Gdyby Karina po prostu była, leżała i nic nie robiła, można by mówić o tym, że praca do niej przyszła. Ona pracy szukała i znalazła. Odwracanie kota ogonem sprawia, że sytuacja staje się bardziej sensacyjna niż jest. Ja rozumiem, że w Polsce o pracę trudno, ale robienie z tego takiego cudu nad Wisłą niekoniecznie ma pozytywne skutki i może uderzać w szukających pracę.

     Super, że Karina znalazła pracę, super, że w tak spektakularny sposób. Nic dziwnego, że się o tym mówi, że firma chwali się takim nabytkiem. Tylko czy aż tak trudno potraktować wydarzenie opisowo? Nie da się po prostu stwierdzić faktów bez dorabiania ideologii, mitologizowania całej sytuacji i głównej bohaterki? Wcześniej była Ewa Suchodolska, która znalazła pracę (tymczasową, na 4 miesiące) za pomocą billboardu, na którym się ogłosiła. Po całej akcji stwierdziła, że następnym razem będzie pracy szukać tradycyjnie. Ewa, tak jak Karina, szukała pracy, w której trzeba wykazać się kreatywnością. Było jeszcze kilka takich przypadków, nietypowych akcji, dzięki którym ktoś znalazł zatrudnienie. Za każdym razem wysuwa się banalny wniosek, że się da, że praca jest, tylko trzeba być kreatywnym.

     Jupi! To świetna wiadomość. W końcu wiadomo, że bezrobocie to fikcja, tylko ludzie boją się być kreatywni. Z pomocą przychodzi sama Karina Gos w swoim poradnikowym tekście Jak “oszukać system” i znaleźć pracę nie wysyłając CV?. Sama pisze, że nie stawia się w roli eksperta, tylko dzieli się doświadczeniem. W zasadzie takich poradników w internecie, na portalach pośrednictwa pracy jest mnóstwo. Często piszą je specjaliści od HR. Ale to nic, jeszcze jeden poradnik nie zaszkodzi. Problem polega na tym, że rady Kariny mogą mieć zastosowanie w małym odsetku sytuacji. Może trudno w to uwierzyć, ale nie wszędzie najważniejsza jest kreatywność i CV inne niż wszystkie. W znakomitej większości przypadków jest tak, jak w prawdzie objawionej Michała Wąsowskiego, którą znajdziemy w wyżej linkowanym artykule: “Oczywiście, do pracodawców przychodzą setki CV, więc jeśli nie jesteśmy o wiele lepsi niż reszta, na propozycję nie ma co liczyć.”

     Może trudno w to niektórym uwierzyć, ale tak jest rzeczywiście. Pracodawcy marzą o tym, by mieć u siebie najlepszych. I – co też może zaskakiwać – nie wszyscy są najlepsi, nie wszyscy są nawet średnio dobrzy, więc znaleźć dobrego kandydata na pracownika wcale nie jest łatwo, o czym przekonałam się sama, gdy zajmowałam się rekrutacją. CV przychodziło rzeczywiście mnóstwo, trudno było je wszystkie przeczytać, a jednak… Po odsianiu tych, którzy na pewno by się nie nadawali, albo podpadli, bo błędy w CV, bo list motywacyjny bez składni (a stanowisko tego wymagało), bo zdjęcie w bikini, itd., z pozostałymi trzeba było się spotkać i odrzucić tych, którzy nakłamali w CV odnośnie języków i innych wymaganych i niezbędnych na tym stanowisku umiejętności. Po tym wszystkim wypadało wziąć kolejną partię zgłoszeń i zacząć wszystko od nowa. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby kreatywnie szukać pracy w branży finansowej, wydziwiać w CV, będąc prawnikiem, czy nagrywać video CV starając się o stanowisko kasjerki w markecie.

     Tymczasem właśnie mamy możliwość. Urzędy pracy, m.in. w Warszawie, Katowicach czy Łodzi postawiły u siebie automaty, które pozwalają nagrać takie CV i udostępnić w systemie. Świetny pomysł. Genialny. Bo wszyscy jesteśmy gwiazdami, tylko jeszcze o tym nie wiemy. Już widzę siebie, jak nagrywam swoje CV na filmie a potem załamuję się efektem i skaczę z mostu. Ale oczywiście jest jeden chłopak, co dostał pracę dzięki video CV. Da się? Da. Tylko bezrobotni nie tego oczekują od pośredniaków. Oczekują pośredniczenia. A czy system z video CV spełnia te oczekiwania? W Łodzi urzędnicy zapytani o to, stwierdzili, że… ale to za wcześnie, ale to nie tak, ale nie jest tak jak myślisz, bo najpierw to tam się muszą zarejestrować pracodawcy, a żeby oni się zaczęli rejestrować, to więcej bezrobotnych się musi zarejestrować. A urzędy pracy w Polsce nawet nie reagują, gdy jakiś pracodawca zgłasza się do nich w poszukiwaniu pracowników, co sprawdzono naukowo, znaczy empirycznie.

     Ludzie długotrwale bezrobotni, ludzie wkraczający na rynek pracy nie potrzebują automatów do video CV ani porad o kreatywności. Potrzebują szkoleń, bo nawet jeśli skończyło się sensowną szkołę, to pracownikiem się jest żadnym. Potrzebują często wsparcia doradcy, coach’a, a nawet psychoterapeuty, bo długotrwałe szukanie pracy potrafi doprowadzić do depresji, a na pewno do obniżenia poczucia własnej wartości. Wtedy nawet dotarłszy do etapu rozmowy kwalifikacyjnej, człowiek wykłada się przez brak pewności albo obycia. I nic nie pomoże gadanie, że trzeba być przebojowym, pokazać się z najlepszej strony i założyć czółenka.

     Wspominałam wyżej, że mitologizowanie kreatywności i super akcji uderza w bezrobotnych. Oczywiście nie chciałabym tutaj naciągać prawdy, że we wszystkich i że kryzys. Ale gdy ktoś, kto szuka pracy długo i bez efektów, nagle usłyszy, że musi być kreatywny, wymodzić zajebiste CV i skoczyć ze spadochronem przyczepiwszy sobie do tyłka transparent z napisem “Zapłać mi ZUS, a będę Twój!”…, a szuka pracy jako księgowy, to raczej mu to samopoczucia nie poprawi. Nie pomoże mu to, a może jeszcze obniżyć jego poczucie własnej wartości. A jeśli ktoś, kto szuka pracy w firmie, która nie ceni improwizacji i kreatywności (są takie, naprawdę), weźmie sobie do serca rady o fikuśnych czcionkach, albo CV z wyskakującym confetti? Odpadnie w przedbiegach jako niepoważny, nie pasujący do wizerunku firmy i branży. Można powiedzieć, że przecież każdy ma swój rozum. Tak, ale tonący brzytwy się chwyta. A jeśli nawet w DDTVN mówią, że trzeba być kreatywnym, to może tędy droga. Polscy bezrobotni nie potrzebują mitów o pracy, co jest na wyciągnięcie ręki, tylko trzeba umieć po nią sięgnąć. Potrzebują realnych działań systemowych. Pierwsze mają, drugiego nie.

     Na koniec swojego tekstu Karina Gos optymistycznie konkluduje: “Być może, zamiast zastanawiać się, jak “oszukać system” i znaleźć pracę nie wysyłając CV, rozpoczniesz własną działalność i nie będziesz musiał już szukać.” Może to kwestia młodego wieku Kariny, jej braku doświadczenia, albo chwilowego zawrotu głowy, ale… Czy ktoś widział firmę, która działa i zarabia bez zainteresowania klientów? Paweł Tkaczyk może sobie pozwolić na to, by czekać, aż klienci przyjdą do niego, bo jest najlepszy w tym, co robi. Ale w większości przypadków szukanie rynku zbytu jest taką samą ciężką harówką, jak wysyłanie setek CV.

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.