Byłeś kiedyś homo? Byłaś kiedyś czarna?

kolory

Myślicie, że będąc zupełnie przeciętnym przedstawicielem społeczeństwa, trudno jest stać się kimś doznającym dyskryminacji i poznać na własnej skórze, czym są uprzedzenia? Od razu odpowiem. Jest to banalnie proste. Wystarczy kilka niewinnych czynników lub po prostu czyjaś (zła) wola.

Pewnego dnia pani Jane Elliott oznajmiła dzieciom w klasie, w której uczyła (trzecia klasa podstawówki), że ludzie o niebieskich oczach są lepsi od brązowookich. Zarządziła właśnie taki podział wśród uczniów. Niebieskookie dzieci określiła jako ważniejsze, uprzywilejowane, inteligentniejsze. Dzieci o brązowych oczach, czyli te gorsze, musiały podporządkować się i nosić stygmat w postaci kołnierzyka – symbolu ich niższej pozycji. Nauczycielka traktowała dzieci adekwatnie do tego podziału. Do niebieskookich zwracała się z sympatią i szacunkiem, brązowookie natomiast traktowała gorzej, pokazywała im, że są głupsze od tych drugich. Jaki był efekt? Niebieskookie dzieci zaczęły traktować swoich brązowookich kolegów z pogardą, wywyższały się, wybuchały na tym tle konflikty. Brązowookie dzieci mówiły potem, że czują się smutne, złe i głupie. Ten “eksperyment” trwał tego dnia bodaj dwie godziny.

Następnego dnia nauczycielka powiedziała dzieciom, że dnia poprzedniego się pomyliła. Że tak naprawdę to brązowoocy ludzie są lepsi od niebieskookich, brązowoocy są ważniejsi i mądrzejsi, i teraz to niebieskoocy mają się podporządkować, bo są gorsi. Dzieci natychmiast się przekwalifikowały, samopoczucie niebieskookich spadło, brązowookie dzieci od razu poczuły się lepiej i korzystały z przysługującej im władzy. Co więcej, mimo że dnia poprzedniego doświadczyły dyskryminacji, tego dnia nie empatyzowały z ofiarami, raczej się mściły.


Tak to wygląda. Nie rodzimy się z uprzedzeniami i genem dyskryminacji. Uczymy się tego od innych, gdy nam ktoś powie lub pokaże, że mamy nad kimś władzę. Ważne jest też to, aby pamiętać, że może to spotkać każdego z nas, zupełnie przez przypadek. Natomiast trudno sobie wyobrazić, jak to jest. Naprawdę. Mimo że jestem bardzo empatyczną osobą, można nawet powiedzieć, że za bardzo, mimo że się starałam, ostatecznie okazało się, że nie byłam w stanie sobie tego wyobrazić, dopóki tego nie poczułam na własnej skórze. Moje wyobrażenie było dalekie od prawdy.

Jasne, jestem kobietą, więc choćby z tego powodu powinnam wiedzieć, jak to jest być dyskryminowanym – ze względu na płeć. Ale chyba przez to, że to norma, nie umiem tego uczucia wyseparować, żeby mu się przyjrzeć. Jednak z pomocą przyszli mi mieszkańcy miasteczka, w którym mieszkam oraz lokalne grupy facebookowe. Mieszkam w nowej części tego podwarszawskiego miasta. Nie trudno się domyślić, że dla mieszkańców starej części, jesteśmy słoikami. Według nich wszyscy pochodzimy ze wsi, ale to mało, jesteśmy po prostu wsiurami, którym słoma z butów wystaje, jesteśmy brudasami bez kultury, ignorantami, idiotami, roszczeniowym motłochem, który do pięt nie dorasta tym starym. Tworzymy dla nich jakąś jednolitą masę, gładko wszedł podział na MY i ONI. Starzy wykorzystują każdą okazję na forum, by z NAS śmieszkować, szydzić, poniżać nas krzywdzącymi ocenami, uogólniając, wsadzając wszystkich do jednego worka. Każda nasza uwaga dotycząca infrastruktury miasta czy urzędników kwitowana jest tym, że jak nam się nie podoba, to mamy spieprzać, skąd przyjechaliśmy. I mimo że nie identyfikuję się z tymi, którzy śmiecą, nie sprzątają po psach, jeżdżą jak piraci czy robią inne rzeczy, przez które jesteśmy jako lokalna społeczność źle oceniani, mimo to! czuję się źle, czuję smutek, złość i czuję się gorsza. Tak. Odczuwam w środku tę dyskryminację. Czuję dokładnie to, o czym mówili uczniowie pani Elliott.

Poczułam też, jak to jest zostać werbalnie zaatakowaną i zwyzywaną przez przypadkową, obcą osobę. Wzmiankowałam o tym w poście na fb.
“Dwa przystanki przed moim przystankiem ze swojego siedzenia wstaje koleś nieco wstawiony i rzuca okiem na tęczową wstążkę, którą mam (zawsze) przypiętą do torebki. I się zaczyna. Cytując go, będę używać gwiazdek, gdyż nie chcę za cudze słowa bana dostać. “Le*ba, pie*dolona les*a, patrzcie, to le*ba, ty pie*dolona les*o!” – krzyczał to do mnie, to do ludzi w autobusie. Krzyczał. Zapytałam go grzecznie, czy ma z tym jakiś problem. Ale akurat ćwiczył odmienianie le*by przez przypadki, więc nie mógł mi odpowiedzieć. Autobus się zatrzymał. On wysiadł. Przez szybę pokazywał mi jeszcze brzydkie rzeczy.”
Owszem, zdarzało mi się “narażać”, stając w obronie kogoś atakowanego, ale przekonałam się, że to zupełnie nie to samo, że to zupełnie inne uczucie. Jako osoba biseksualna, ale w heteroseksualnym związku, na co dzień nie mam problemu z dyskryminacją ze względu na orientację seksualną. Jednak tęczowa wstążka, którą okazuję solidarność ze środowiskiem sprawiła, że wycelowano we mnie palec i wiązankę wulgaryzmów. Poczułam dojmującą gorycz samotności, gdy nikt się nie odezwał i odrobinę słodyczy, gdy dwójka młodych ludzi okazała mi sympatię, kiedy agresora nie było już w zasięgu wzroku.

Kilka dni temu obejrzałam film. Komedia… Z Adamem Sandlerem. Wyobraźcie sobie, jaki to poziom filmu. ;) Ale! pod powłoką durnej komedii miał drugie dno, świetne. “Państwo młodzi: Chuck i Larry”. Wdowiec prosi przyjaciela, by udawał jego partnera, gdyż dzięki temu uzyska jakieś tam ubezpieczenie dla swoich dzieci, czy coś w ten deseń, jakiś, wiecie, urzędniczy przekręt. Żeby urzędnicy nie podważyli ich związku, zamieszkują razem, pobierają się w Kanadzie i oficjalnie robią za gejów. Nagle przekonują się, jak tak naprawdę wygląda życie homoseksualistów w świecie uprzedzeń i dyskryminacji. Doznają szykanowania na ulicy, a koledzy z pracy zaczynają się od nich odwracać. Otwierają im się oczy. Nawet Chuck, który wcześniej nazywał gejów pedałami, doznaje olśnienia, że to było z jego strony mega słabe. Obydwaj osiągają wyższy poziom świadomości, jak bolesna jest dyskryminacja dla jej ofiar. A to wszystko okraszone durnowatym humorem i naciąganymi scenkami. Ale luz. O to właśnie chodzi. Prosta forma przekazu dla nieskomplikowanych umysłów. ;)

Idealnie byłoby, gdyby każdy mógł przejść lekcję, jaką dostali Chuck i Larry, dzieci z klasy pani Elliott oraz rzesza ludzi, którzy potem brali udział w jej warsztatach, na których powtarzała to, co zrobiła w szkole. Ona zostaje w człowieku na zawsze. Tym z Was, którzy nie będą mieć okazji do takiego wejścia w buty ofiar szykanowania, chciałabym tylko powiedzieć… z własnego doświadczenia, że ogromnie ważne jest, aby świadkowie takich sytuacji nie pozostawali bierni. Będąc świadkiem takiej sytuacji, jak ta moja z autobusu, lub podobnej, odezwij się do atakowanej osoby. Możesz powiedzieć do niej coś neutralnego, typu: “Piękna dziś pogoda, prawda?” albo coś mniej neutralnego: “Proszę się nie przejmować”. Atakującego może to zbić z tropu, a atakowanemu pozwoli zignorować zaczepki i skupić się na small talk’u z Tobą. Poczuje niezobowiązujące wsparcie, a atakujący zobaczy, że atakowany nie jest tak całkiem sam. Nie trzeba ani nawiązywać kontaktu wzrokowego z agresorem, ani wdawać się w pyskówkę. Wysiłek niewielki, prawda? A może rozbroić bardzo nieprzyjemną sytuację.

Ja mogę się wyprowadzić z miejscowości, w której czuję się mieszkańcem gorszej kategorii, mogę też przestać nosić tęczowe przypinki, by nie narażać się na zaczepki na ulicy. Ale są osoby, które musiałyby np. zmienić kolor skóry, żeby zdjąć z siebie to odium, albo udawać kogoś, kim nie są, uważać na słowa, gesty, ukrywać się. I tak całe życie. A całe życie to bardzo długo.

Obraz Prashant Sharma z Pixabay