Agata Duda milczy bo… może

Screen ze strony o2.pl

Screen ze strony o2.pl

Drżeliśmy w oczekiwaniu na głos Agaty Kornhauser-Dudy w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Potem pośmialiśmy się trochę, że żona pana Andrzeja jest niczym lalka Barbie. Było namawianie, apelowanie i naciskanie, żeby się wypowiedziała. I super. Środki wyczerpaliśmy, starczy. A przynajmniej powinno. Ale niektórym mało.

Po wczorajszym tekście Karoliny Korwin Piotrowskiej dla o2, w którym pisze m.in.:
“Obchodzi mnie jednak to – jako podatnika, obywatela, kobietę, że kobieta, która w kampanii wyborczej pozowała, inteligentnie i z wdziękiem, na polski odpowiednik Claire Underwood, okazała się wyłącznie Żoną ze Stepford. I że może okazuje się teraz, że poza ładnie wydeklamowanymi tekstami z wieców nie ma nic więcej do powiedzenia. I świadomie swoim wizerunkiem i decyzją spycha polskie kobiety do roli niemego manekina, ładnej lalki, która pomaga wygrać wybory, znika i nie ma już żadnych potrzeb. Oraz praw.”
…zaczęłam zastanawiać się, gdzie jest granica. Czy walka o prawa kobiet jest obowiązkiem?

Formalnie pierwsza dama nie ma obowiązku wypowiadać się w jakiejkolwiek sprawie. Nie ma obowiązku pojawiać się w mediach, ani latać za mężem. Wszystko, co robi pierwsza dama, jest wyłącznie wyrazem jej dobrej woli. Nic nie musi, nic nie jest winna podatnikom. To nie pierwsza dama składa obietnice wyborcze, nie ona kandyduje, nikt jej nie wybiera, nikt na nią nie głosuje.

Jak już raczyłam zauważyć, większość kobiet w Polsce milczy. Dlaczego zatem Agata Kornhauser-Duda miałaby zachować się inaczej? Może bierze przykład z Polek, nie chce wychylać się, żeby innym kobietom nie było głupio?

A jeśli Agata Kornhauser-Duda jest przeciwniczką aborcji w ogóle i popiera tworzenie ustawy zakazującej? Hejty feministek jej nie w smak, więc siedzi cicho, żeby od nich nie oberwać.

A jeśli żona pana Andrzeja rozumie, że Polkom odbiera się podstawowe prawo – prawo do stanowienia o sobie i jej się to nie podoba, to co? Zmusicie ją do wypowiedzenia się? Zdecydujecie za nią, co jest dla niej dobre, jaka jest jej powinność? Rościcie sobie prawo do decydowania, jak ma wyglądać jej życie?

Oto walczący o prawa kobiet odbierają jednej z nich prawo do stanowienia o sobie tylko dlatego, że jej mąż podjął decyzję o kandydowaniu i został wybrany prezydentem Polski. Tak, udzielała się publicznie i sugerowała swoim zachowaniem, że będzie aktywną pierwszą damą. Ale zachowywała się tak, zanim jej mąż publicznie objawił oblicze marionetki nieskażonej własną wolą i myślą niezależną. Gdyby mój mąż okazał się frajerem, też przestałabym go reprezentować. Znalazła się między młotem, kowadłem i kosą. Okazało się, że wpieprzyła się w bagno, na które prawdopodobnie się nie pisała i którego się nie spodziewała. Każecie jej rzucać się w tym bagnie, aż wciupi się po uszy. A weźmiecie odpowiedzialność za jej życie, jeśli urodzi tę opinię, na której tak wam zależy? Wejdziecie w jej buty i weźmiecie na siebie konsekwencje jej działania? Nie. Nie da się adoptować czyjejś opinii, zaopiekować się nią, wziąć na siebie odpowiedzialności za nią, gdy już przyjdzie na świat.

Nie po to nasze babki paliły staniki i walczyły o prawo głosu, żeby teraz taka Agata milczała? To o krok od “nie po to walczyłyśmy o prawo do aborcji, żeby z niej teraz nie korzystać”.

Nie mamy żadnej pewności, czy żona pana Andrzeja podziela nasze zdanie w temacie łamania praw kobiet i czy w ogóle ma jakąś opinię na ten temat. Jeśli nawet podziela nasze zdanie i ta opinia w niej zakiełkowała, ma prawo do dokonania aborcji tej myśli. To jej życie i nikt inny, tylko ona, będzie musiała zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów lub zaniechań.

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.