A czy Ty wytrwasz w postanowieniu NIEpalenia?

audrey hepburn
     Jeśli w ramach noworocznych postanowień obiecaliście sobie rzucić palenie, to jest szansa, że jeszcze trwacie w tym postanowieniu. Przybywam powiedzieć wam, że da się. Choć jest piekielnie trudno i palaczem się jest zawsze, tak jak i alkoholikiem. Palenie rzuca właśnie Segritta, a ja opowiem Wam, jak to było u mnie i o tym, że do dziś jest mi czasem trudno.

     Paliłam… Dziś brzmi to dla mnie abstrakcyjnie, mimo że to było tak niedawno. Zaczęłam w ogólniaku, w pierwszej klasie. Zresztą, czego ja w tej pierwszej klasie nie zaczęłam… Moim pierwszym był ukradziony rodzicom Camel, który smakował jak kupa kamela i przyprawił mnie oczywiście o zawroty głowy i mdłości. Powinnam w tym miejscu nadmienić, że ten Camel nie był taki całkiem pierwszy, bo dużo wcześniej miałam wątpliwą przyjemność zaciągnąć się pierwszy raz. Miałam wtedy 5 może 6 lat. Mój starszy brat pewnie pamięta lepiej, bo to on tego fajka zwinął rodzicom. Pociągnęłam i zawołałam “Mamo, ratuj!” Mamy, na szczęście, nie było w domu. Nie rozumiem, jak nałóg może rozwinąć się z tego pierwszego, obrzydliwego papierosa. Ale tak się stało. Od tamtej pory paliłam już zawsze. Mniej lub więcej. Zdarzało mi się wypalać dwie ramki Marlboro czerwonych setek dziennie. Ale zdarzało mi się też wypalić dosłownie kilka sztuk.

     Pominę te wszystkie urocze wspomnienia ze szkolnego kibla, z parku, z małych dziecięcych głodów nikotynowych… Czasem próbowałam rzucać, już w tak zwanym dorosłym życiu. Z mężem poszliśmy nawet na zabieg elektroczegośtam, który miał sprawić, że nie będziemy odczuwać fizycznego głodu. Rzeczywiście nie odczuwaliśmy go, a i tak wróciliśmy do palenia. Po 9 latach palenia musiałam rzucić. Już nie było dyskusji. Byłam w ciąży. W ciąży nie ma miejsca na “nie mogę”, “może tylko jednego”, “od jutra, albo lepiej od poniedziałku”. Nie paliłam w czasie ciąży i karmienia piersią. Bywały dni, kiedy marzyłam o papierosie. Wyobrażałam sobie, że rozkładam się na kanapie i jaram. Gdy podjęłam decyzję o zakończeniu karmienia, natychmiast rzuciłam się na fajki. Tak naprawdę nie rzuciłam, tylko zrobiłam sobie przerwę na ciążę. Gdy moje ciało dziecku nie było już potrzebne, mogłam wrócić do oddawania się nikotynie i substancjom smolistym. Ale niecały rok po powrocie do palenia, znów zaszłam w ciążę, więc znów musiałam zrobić przerwę w paleniu. I historia się powtórzyła. Odstawiłam dziecko od piersi i spełniłam marzenie o papierosie.

     Potem mogłam je już spełniać do woli. Oczywiście nie leżąc na kanapie, jak to było w mojej fantazji, bo miejsce palacza jest na balkonie, czy mróz czy upał. Ale mogłam sobie ćmić. Z winem, piwem, wódką, przyjaciółmi, na uczelni, na imprezie, pod wodą, na grillu, na przystanku, wdychając świeże powietrze w lesie, z mamą i tatą, ciocią, przed spotkaniem, w trakcie, po, gdy się nudziłam, denerwowałam, cieszyłam… Byłam szczęśliwa, szara na twarzy, śmierdząca i szczęśliwa.

     Aż pewnego dnia dopadła mnie taka angina, że przez dwa dni nie byłam w stanie podnieść się z wyrka. Pierwszego dnia leżałam półprzytomna z gorączką w okolicach 40 stopni, drugiego byłam tak wykończona pierwszym, że chyba dożylnie musiałabym te papierosy przyjmować. Tak więc jeśli miałam jakieś objawy głodu nikotynowego, to sorry je bardzo, ale nie zauważyłam. A potem ktoś mnie poprosił, żebym już nie paliła, no to przestałam. Szkoda marnować taki wstęp do odwyku. Od tamtego dnia nie wypaliłam ani jednego papierosa, ani pół. Rzuciłam palenie po 13 latach karmienia tego nałogu. Przeżyłam grille, imprezy plenerowe, popijawy. Wychodziłam z palaczami na balkonik. Nie ruszało mnie to. Oczywiście w pamięci miałam te przyjemne dymki, ale nie miałam potrzeby zaciągnięcia się.

     Ale to nie tak, że nic mnie nie rusza. Nawet teraz, kiedy minęły jakieś 4 lata od chwili, kiedy rzuciłam. Czasem przemyka mi przez głowę myśl, że przecież rzuciłam, że nic mi nie zrobi jeden papieros. Wiem na szczęście, że to totalna bzdura i ten jeden papieros pewnie byłby moim pierwszym w nowej turze. Skoro nie chce mi się palić na imprezach, przy alkoholu, wśród innych palaczy, to kiedy w takim razie ciągnie mnie do palenia?

     Nie przez przypadek wspomniałam na początku o rzucającej palenie Seg. To właśnie ona kilka miesięcy temu wrzuciła na swojego fejsa fotkę z papierosem. Zobaczyłam ją i pomyślałam sobie: “O kurwa, ale fajnie byłoby zapalić!” Gdy widzę Audrey Hepburn z cygaretką. Gdy mam umalowane paznokcie. Gdy oglądam “Seks w wielkim mieście” i Carrie, w zaciszu swojego mieszkanka, zaciąga się papierosem, kontemplując życiowe prawdy. Gdy w orzeźwiający poranek stoję na balkonie. Kobieta z papierosem jest seksowna. Na zdjęciu czy obrazku nie śmierdzi, a przy odrobinie fantazji może nawet wypuszczać dym o kwiatowym aromacie. I chyba za tym właśnie tęsknię – żeby poczuć się sexy z… kiepem na warze.

     Chęć zapalenia pojawi się i w waszej przygodzie z rzucaniem. Przyjdzie w najmniej oczekiwanym, zaskakującym momencie. Niestety nie można ulec chwili słabości. Już zawsze trzeba być na nie. Na szczęście nie oznacza to konieczności chodzenia non stop ze spiętymi pośladkami. Chociaż z drugiej strony to modeluje kształty.




elzbieta-haque

Written by Elżbieta Haque

Elżbieta Haque

Elżbieta Haque – kobieta diabłem podszyta, sarkastyczna jędza o czarnym sercu. To wersja oficjalna. Nieoficjalnie ryczy na komediach romantycznych. W obydwu wersjach pasjonatka życiowych absurdów. Żyje, kocha, wychowuje, pisze, słucha, obserwuje. Ateistka i feministka. Buntowniczka, zwolenniczka krytycznego myślenia, pasjonatka dyskusji.